W drugim sklepie kompetentni sprzedawcy - do pierwszego pytania. W końcu przestaje się ich o cokolwiek pytać i samemu próbuje poznać i odkryć tajniki wszelkich wózków, łóżeczek i pościeli. Towar zamówiony jest towarem wirtualnym. Sprzedawcy Ci zapisują nic nie znaczące karteczki z nazwiskiem i telefonem. W dniu odbioru sprzedawcy na nasz widok okazują teatralne zadziwienie (zwłaszcza, że od razu nas poznali jako osoby charakterystyczne) i brną w kłamstwie po kres utraty własnego tchu. Na koniec ich kłamstwo ma krótkie nogi i pytając nas o dane zamawiających i nieczekając odczytują nam - z pytaniem w głosie - dane jeszcze innych osób nabitych w terminową butelkę. Oczywiście zapewniają, że sami nie wiedza dlaczego tego towaru nie ma, bo przecież miał być. Tutaj litość człowieka zdejmuje i chce się rzec, że my też nie wiemy dlaczego oni tutaj pracują
I tak się zastanawiam, do którego sklepu poszedłbyś czytelniku następnym razem?


















