Jak twierdzą rządzący w Polsce jest dobrze, a nawet lepiej niż dobrze, nie ma problemów z gospodarką dlatego kopie się na klepisku lustracyjnym.
Dzisiaj miałem możliwość uwiarygodnić tę tezę, otóż w osiedlowym sklepie mięsnym pozostała już tylko jedna ekspedientka, reszta wyjechała do pracy za granicę. Wg relacji ekspedientki nie ma chętnych do pracy w sklepie, i jak zachoruje to sklep będzie nieczynny do jej powrotu z chorobowego.
Jest aż tak dobrze, że młodzi sprzedawcy nie widzą nadziei na pracę w Polsce. SUPER idiota chciałby krzyknąć, przerażające powie zatroskany człowiek.
Jest dobrze, płaszczyznom oblepiającym dębowe stołki rządowe.




















1. Są miejsca pracy w handlu i niedobór kade;
2. Są ludzie, którzy chcą pracować;
3. Pracodawcy nie chcą tych ludzi przyjąć, bo to są osoby, które nie mają doświadczenia zawodowego w handlu (najczęściej absolwenci socjologii, politologii, innych studiów humanistycznych, czasem nawet ekonomii, ludzie, którzy są uczciwi, porządni, pracowici, ale roboty znaleźć nie mogą, bo nie mają "fachu w ręku".
I tak zastanawiałbym się, czy pazerność i głupota osób zarządzających firmami, niechęć do długotrwałego inwestowania (bo on musi mieć pracownika, który już od razu będzie wszystko umiał) - nie jest też powodem niedopasowania między popytem a podażą na rynku pracy.
Ja obniżyłabym zasiłki dla bezrobotnych (skoro brak pracowników, to niech nie ściemniają tylko biorą się do pracy) i rzeczywiście zmieniła trohcę zasady rekrutacji, o czym wspomina Jarema. Solidny, uczciwy pracownik nawet bez doświadczenia zawodowego może być bardzo cennym nabytkiem dla firmy. Fachu można się douczyć, a pewne cechy osobowości po prostu się ma.
Pisząc notkę myślałem bardziej o dobru Państwa, o tym, że tak duży wyjazd młodych wykształconych osób, jest zagrożeniem dla funkcjonowania gospodarki i systemu emerytalnego. Irlandczycy wyjeżdżali raczej do pracy i na studia, u nas wyjeżdża się najczęściej do pracy niewykwalifikowanej po studiach. Czyli jako obywatele składamy się na wykształcenie przyszłych pokoleń, a potem nie potrafimy zaproponować im godziwego wynagrodzenia.
Ostatnie badania najnowszej emigracji na wyspach wskazują, że z tych paru milionów emigrantów do Polski powrócą nieliczni.
Z rozmów z wyjeżdżającymi wiem, że czynnikiem decydującym są elementy finansowe a nie wyzwania zawodowe, dobre i to. Gorzej, że człowiek szybko przyzwyczaja się do wygód i potem nie chce wracać do "polskiego piekła politycznego".
Jestem idealistą i wierzę, że mądrze zarządzana Polska ma dość potencjału aby młodzi mogli tutaj dobrze zarabiać i żyć. Niestety politycy walczą z marą ukrytą za kotarą, zamiast przygotowywać światłe programy rozwoju Państwa i wyzwań społecznych.