no cóż, ja jeździłem tylko warszawskim i londyńskim metrem a w oczy się wole nie patrzyć bo albo mnie niewiasta posądzi o molestowanie seksualne albo dostanę w zęby od jakiegoś osiłka:).
]]>Nie zgadzam się!
W pewnym mieście radosny Włoch podrywał kilka niewiast w metrze patrząc w oczy, w innych ludzie rozmawiali.
Poza tym jak jest tłok w metrze to i tak nie da się patrzeć w dół, bo szuka się powietrza w górze.
Ale może Nestorze miałeś na myśli spoglądanie tylko na nogi pięknych niewiast, zamiast w ich oczy, tak to rzeczywiście tylko ponurasy robią 😉
w metrze zazwyczaj same ponurasy jeżdzą:). To taki archetyp pasażera metra: głowa w dól i jedziemy.
]]>Akurat ja w tych chwilach zawsze się radośnie uśmiecham, ciesząc się z możliwości ich zaznania w przeszłości.
Przeszłością naprawdę można się cieszyć. Niezmienię tego poglądu pomimo obaw znajomego psychologa, który w przyjacielskiej pogawędce próbował mi kiedyś udowodnić, że to mój kompleks złego dzieciństwa.
Te chwile mają dla mnie radosny wymiar, bo poznałem w nich wspaniałych ludzi i piękne miejsca, a przecież można było wygodnie siedzieć przed telewizorem z kolą w jednej ręce i kornem w drugiej.
Wzruszonym i popłakanym ;-)))
choć nada nei wiem, co masz na myśli? ;-o