właśnie, byłbym zapomniał! Koncerty w kościołach – najczęściej organowe właśnie – to często jedyny sposób dotarcia z tak zwaną “wysoką kulturą” do bardzo szerokiego grona osób!!! Więc do tamtego mojego wywodu dochodzi jeszcze ten argument – powiedziałbym “misyjny” 😉
Pozdrawiam! P.
]]>hmmm, jak by to wytłumaczyć – jak gram koncert organowy w kościele, i jak wszystko się uda fajnie zagrać to po pierwsze – ja jestem szczęśliwy, że kogoś ukulturalniłem, po drugie, że mi się dobrze zagrało na Chwałę bożą i pożytek ludzi, po trzecie, że się rozwijam muzycznie… A ludzie – pewnie też po takim koncercie im coś w cuszy gra – wbrew pozorom literatura organowa jest BARDZO ciekawa!!! Pamiętam po jednym z moich koncertów ciotka z wujkiem przyszły i wujek mówi: “Ale super byłe ten ostatni utwór – taka odyseja kosmiczna!” (Była to “Svatebni toccata” czeskiego kompozytora współczesnego, Otmara Machy). Więc można, jak się chce, nawet z koncertu organowego wynieść jakiś pożytek… O to mi mniej więcej chodziło……. Pozdrawiam Kapelana, Jarka i całą resztę 🙂
]]>może dusza się weseli:).
]]>rozweselają? Co przez to rozumiesz?
]]>Hmmm, zagrożenia dla zdrowia to raczej nie stanowi, może za to na przykład zasugerować niejednemu proboszczowi, że organy trza remontować i o nie dbać!!! :))))) Koncerty, a zwłaszcza organowe odchamiają i – wbrew pozorom – nawet rozweselają!!! Gorąco polecam!!!
]]>