Z pewnością masz rację, mnie się przypomina w takich chwilach refleksji opowiadanie lwowskiego batiara. A było to mniejwięcej tak:
“Przed wojną Panie to jak ktoś był z mojej dzielnicy, to bym go nie okradł, wiadomo rodzina.
Za komuny Panie to jak ktoś był z mojej ulicy, to bym go nie okradł, wiadomo rodzina.
A teraz Panie, wstyd mówić, sąsiada okradam i rodzinę, bo rodziny już nie ma.”
Myślę, że z jednej strony bano się kary, a z drugiej tego co powiedziałoby środowisko, otoczenie. Dzisiaj coraz rzadziej przejmujemy się tym co ludzie powiedzą, złodzieje też.
]]>takie nastały. Kiedy zapytałem śmiecącego na korytarzu szkolnym chłopca, dlaczego rzuca papierki na podłogę, powiedział mi – “komuś za to płacą, żeby sprzątał, naprawiał itp”. Jeśli chodzi o kradzieże, to kiedyś chyba bardziej bano sie kary…
]]>