Boże.. jeśliś jest… daj mi pokory… powiedziałeś sam… proście, a otrzymacie…
proszę…
…
przemienia nasze patrzenie. Sprawia, że w tym, co nas spotyka, dostrzegamy niezasłużony dar, a nie coś co nam się po prostu należy…
]]>trwaj w tym co dobre, aniele…
]]>gdy wczoraj rozmawiałem o pokorze, wypowiedziałem moje przekonanie o następstwach pokory, czyli “miłość i odpowiedzialność” (w dokładnym rozumieniu dzieła Karola Wojtyły)!
W tekście zapisanym tutaj, umknęło mi to…
Nigdy nie będzie miłości, ani odpowiedzialności jeżeli nie ma na początku pokory! Gdy nie ma pokory wszystko można odrzucać… bo nie ma łaknienia i potrzeby ubogacania, własnego bogatego już wnętrza…
Tą miłość i odpowiedzialność widzę w postaci Maryi, która będąc Niepokalanie Poczęta, była służebnicą pokorną i dlatego usłyszała głos Archanioła Gabriela :-))) Ona przecież miała bogate wnętrze, lecz wiedziała, że trzeba je nieustannie ubogacać, bo inaczej mrok ogarnie ziemię…
]]>też nie dawno pisałam u siebie o pokorze, teraz po rekolekcjach dominikańskich “Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Czy nie mógł prościej”, uważam że trzeba iść krok dalej tzn. uznań własną wielkość i godność, jako stworzenia na obraz Boga. To jest prawdzie oblicze pokory. Ale z tym wiąże się też odpowiedzialność, a to już za długo na pisanie ;-))
]]>