To dzięki ich miłości

Pasterze i Królowie widzieli Gwiazdę na wschodzie…

Mnie tę prawdę ukazali rodzice, przyjmując razem Dar mojego Życia, złożony przez Boga w ich dłonie i obdarowując się nim wzajemnie.

Jutro skończy się czas oczekiwania, narodzi się Jezus Chrystus, objęty czułym spojrzeniem Maryi i Józefa, oraz anielskim śpiewem Gloria in excelsis Deo.

Jak wielkim darem od Boga, są dla mnie moi Rodzice. To dzięki ich miłości, jestem w stanie wyobrazić sobie, miłość jaka panowała wtedy w betlejemskiej szopie…

To dzięki ich miłości, będę mógł jutro powiedzieć, odwiedzając Boga w stajence Jezu dzisiaj narodzony, ufam Tobie!

próba internetowego wyciszenia

Podjąłem tygodniową próbę internetowego wyciszenia, w okresie przed Bożym Narodzeniem. Wspaniałe rekolekcje o.Włodzimierza Zatorskiego OSB, pomogły mi odejść od tego, co szybkie i gadatliwe: pisania bloga, gadu-gadu i czytania info i blogów…

Moje prowokujące pytanie o konieczność budowania murów, czyli pytanie o upraszczanie życia, zamiast wymagania od siebie, spowodowało lawinę komentarzy. Być może części osób takie spojrzenie i poglądy pasowały i dopełniały obrazu mojej postaci. Jednak tym razem nie były to moje poglądy, lecz próba zachęcenia i nakłonienia do refleksji. Życie każdego człowieka jest bardziej skomplikowane, niż wydaje się to na pierwszy rzut oka. Posiadamy tą świadomość, a jednak mimo tej świadomości, wolimy upraszczać i wtłaczać nowo poznanego człowieka w ramy uprzednio poznanych osób i ich charakterów. Być może, przez takie podejście tracimy bezpowrotnie, szansę poznania ludzi w ich niezwykłym bogactwie, właściwego tylko im charakteru i oryginalności. Słowa John Eldredge’a z Dzikiego serca dobrałem do wypowiedzi o.Kłoczowskiego OP, wolałem jednak zacząć od Eldrege’a. Teraz przytoczę słowa, które mi przypomniały wieczorne powroty ze spotkań, rekolekcji i Mszy św. sprzed lat.

A skoro już jestem przy głosie, to niewątpliwie zachwyt jest świadectwem tego, że to, co głoszę, przerasta mnie i choć nie odbijam prawdy jak zwierciadło, lecz niosę ją z radością. Tak jak małe siostry od Jezusa, które zainstalowały się w marsylskiej dzielnicy rozpusty, dzieląc mieszkanie z prostytutkami. Mamy tu przykład wskazujący na konieczność reewangelizacji europejskiej, bo nawracać należy także Europejczyków, nie tylko Murzynków. Prostytutki najpierw kpiły sobie z siostrzyczek, a potem wypłakiwały się przed nimi. A gdyby przyszedł do nich ksiądz i zaczął gadać im o miłości, cóż pomyślałyby ulicznice? Że miłość to jest to, co każda z nich od piętnastego roku życia robi za kilka franków po to, by na przykład utrzymać rodzinę. Słysząc, że Bóg jest miłością, każda pomyślałaby: za ile? Kobietom tym trzeba przywrócić fundamentalne ludzkie doświadczenie i dopiero potem może przyjść do nich Słowo, które oświeci ich życie. Jego głoszenie musi być osadzone w ludzkim doświadczeniu, inaczej mówiąc: musi być świadectwem.

Brakuje na dziś refleksji na świadectwem i dywagując o ewangelizacji, często mamy przed oczyma butnego faceta, który wszystkimi pogardza i uważając wszystkich za durniów, powiada: do wody, ja ciebie chrzczę! A przecież ten, kto niesie Dobrą Nowinę, ma być świadkiem.
o.Jan Andrzej Kłoczowski w Boskie Oko, czyli po co człowiekowi religia s. 105-6

Tak się złożyło, że droga powrotna z klasztoru oo.Karmelitów Bosych na przystanek tramwajowy, wiodła ulicą Marcinkowskiego, na której to ulicy Panie oczekiwały wieczorami na klientów. I choć można by o nich pomyśleć wszystko, co najgorsze, to jednak widać w nich było pomimo zniszczenia i upadku, prawdziwą Kobiecość i człowieczeństwo. Pewno się narażę tymi słowami, ale czymś bardzo miłym, było powiedzenie tym Paniom “Dobry wieczór”, one widząc, że to nie klienci, potrafiły się uśmiechnąć i odpowiedzieć z jakąś taką chwilą odnajdywania człowieczeństwa i normalności w sobie “Dobry wieczór”. Później Panie zmieniły miejsce, i pojawiały się w znacznie większych grupach, na drodze od klasztoru oo.Dominikanów do oo.Karmelitów Bosych, o ile przechodziło się placem Cyryla Ratajskiego. Było to wspaniałe doświadczenie postrzegania Podmiotu-Kobiety, a nie przedmiotu-prostytutki na ulicy. Dlatego tak ujął mnie opis posługi małych sióstr od Jezusa.

W moim odczuciu jakikolwiek wzrost duchowy, nie jest możliwy bez uporządkowania sfery seksualnej. Dopiero, gdy sfera seksualna jest uporządkowana, człowiek w oparciu o nią (sic!!!) może pracować nad wzrostem duchowym. Bo jakże człowiek mógłby zajmować się ciałem i duchem, skoro z własnym ciałem nie potrafi sobie poradzić.

Tak też się złożyło, że w międzyczasie o.Kłoczowski OP uczestniczył w promocji książki Eldredge’a:

Jego zdaniem chrześcijaństwo wychowuje często “grzecznych chłopców” i “pobożne mamuśki”. W takim modelu mężczyzna nie potrafi się odnaleźć. – Łzawe kazania, ckliwe pieśni…To sprawia, że mężczyzna nie czuje się w kościele na swoim miejscu – uważa Kłoczowski. – To problem, który wymaga poważnego przemyślenia – stwierdził.

Dominikanin zaapelował także o przebudowę formacji seminaryjnej. Podkreślił, że do seminariów zgłaszają się niedojrzali chłopcy, którzy wymagają mądrych, budzących aspiracje i inicjujących w dorosłość ojców duchownych. – Czyż dla mężczyzny może być wzorcem taki św. Stanisław Kostka, który ponoć zemdlał, gdy ktoś zaklął w jego obecności? – powątpiewał. Podkreślił, że mądry wychowawca otwiera młodego człowieka na działanie Ducha Świętego i pokazuje, iż “być zakonnikiem to przygoda godna prawdziwego mężczyzny”.
o.Jan Andrzej Kłoczowski e.kai Zakonnik mężczyzną o dzikim sercu? Wyłącznie!

Jakikolwiek mur prowadzi donikąd, i dopiero po zburzeniu wszystkich murów, można wzrastać na drodze duchowej, jako człowiek z ciała i kości, czego życzę wszystkim czytającym te słowa.

Odpowiadając na pytania z tego wpisu:
1) -> do Nestora
masz rację! budowanie murów to pójście na łatwiznę i zaprzeczenie chrześcijaństwu, jest taka piękna pieśń, kiedyś przez Stanisława Sojkę śpiewana

Dlaczego nie budujesz mostów, które złączą nas?
Dlaczego nie budujesz mostów, by jednoczyć świat?
Dlaczego nie budujesz mostów, abyśmy byli jedno, a ziemia była cząstką nieba?

2) -> do Perun
powiedziałbym inaczej, bez sfery duchowej człowiek byłby jak zwierzę, ograniczone tylko do kopulowania. Dopiero sfera duchowa w połączeniu z cielesną uzdalnia człowieka do przeżywanie pełni szczęścia i bycia jednym ciałem. Dlaczego miałbym walczyć ze swoją naturą? Być może Tobie bardziej pasowałoby do mojego ‘idealnego’ wizerunku, niż świadomość, że kocham moją cielesność i naturę.

3) -> do Maku
o to mi chodziło, erotyka (ot taki Rubens) nie mylić z pornografią Co do murów, to nawet ten w Chinach nie przetrwał próby czasu, podobnie jak stalowa kurtyna ZSRR.

4) -> do Kapelana
utrafiłeś w sedno, Salomon był synem Dawida. Dopóki Dawid i Salomon byli posłuszni Bogu, czyli w ich sferze cielesnej była obecna sfera duchowa, dopóty czynili dobro i mądrze radzili (na przykład rada Salomona – podział dziecka mieczem, aby odnaleźć prawdziwą matkę, bo serce nie kłamie). W chwili, gdy Dawid i Salomon dokonali rozdziału ciała od ducha, zaczęli żyć ‘nudą’, i pozostali tylko przy sferze cielesnej, w następstwie, czego odeszli od Boga.

5) -> do Łucji
polecam tę książkę, bo tam bardzo ładnie jest omówiony przykład Adama, jako mało wojowniczego mężczyzny, co to dla świętego spokoju, wolał nie widzieć węża, i zrzucić wszystko na Ewę

6) -> do Unexy
dziękuję, to zaszczyt czytać takie słowa

7) -> do Agi
Twoje pytanie jest dla mnie dosyć trudne, ponieważ mogę opowiadać o swoim życiu, a nie o życiu osób konsekrowanych, które prawdziwie i całkowicie poświęciły się Bogu.

Jeśli chodzi o moje życie, to mam głębokie przekonanie, że moje poświęcenie się Bogu bez odczuwania potrzeby bliskości drugiej osoby, i potrzeby odczuwania intymnej bliskości ukochanej osoby, byłoby ułudą. Najpiękniejszym spełnieniem poświęcenia Bogu w życiu świeckiego katolika – jest w moim odczuciu – pełnia szczęścia życia w Rodzinie, z przeżywaniem tego, co najbardziej łączy Kobietę i Mężczyznę. Jakże możnaby mówić o duchowej bliskości Boga niewidzialnego, jeżeli nie potrafiłoby się tego okazywać cieleśnie drugiemu człowiekowi: dotykiem, pocałunkiem, spojrzeniem itd. wg własnej wyobraźni.

W przypadku życia konsekrowanego jest to miłość oblubieńcza do Boga, tak jak ją opisano w Pieśni nad Pieśniami i nie tylko. Przykłady czystej miłości duchowej, bez spełnienia cielesności to na pewno św.Franciszek i św.Klara.

8) -> do Eliasza
w moim odczuciu, właśnie budowanie tego muru na początku dojrzewania młodego człowieka, prowadzi do buntu i wykrzywienia świata wartości. Brakuje rozmowy i poważnego traktowania rozmówcy, w tych najważniejszych dla człowieka sprawach przekazywania Życia!!! Mur nic nie wyjaśnia, nie rozjaśnia tylko zasłania, co więcej mur rodzi pokusę korzystania z mostu zwodzonego. Niby wszystko w porządku, mur jest, a człowiek tylko sobie raz na jakiś czas ucieka przez most zwodzony, kiedy go nikt nie widzi, i zaraz potem powraca za wysoki mur.

Doprawdy “dla czystych wszystko jest czyste”, tylko dzisiaj bardzo trudno jest dbać o tą czystość początkową (czystość języka, czystość spojrzenia), która potem uzdalnia do czystości cielesnej. Na to zostały nam dane zmysły, abyśmy nimi postrzegali piękno, którym obdarował nas Bóg. Jednak, jeżeli używamy wulgarnego języka, wulgarnego spojrzenia, to w najpiękniejszej i najczystej kobiecie zobaczymy tylko wulgarność i wyuzdanie, bo to nasza wrażliwość decyduje o tym, co widzimy.

PM 5.2 Czy światło modlitwy może ukazać pełnię obowiązków?

Pełnia Modlitwy – Nauka o Modlitwie
5.2

Życie rodzinne zawiera nieraz duże trudności, zarówno w stosunkach dzieci do rodziców, jak i rodziców do dzieci lub rodzeństwa i krewnych między sobą. Aby sprostać tym podstawowym obowiązkom i w duchu chrześcijańskim je spełniać, trzeba na modlitwie je rozważać, trzeba prosić o pomoc Bożą do ich wypełnienia i dla siebie, i dla tych najdroższych istot, którym by się chciało nieba przychylić. Nieraz dopiero w świetle modlitwy te obowiązki wystąpią w całej pełni; zrozumie się wtedy ich doniosłość i dojrzy jednocześnie, jak się je zanieczyszczało miłością własną. […]

Jest jednak jeszcze jedna kategoria osób, co do której mamy szczególne obowiązki modlitwy – są to nasi wrogowie lub – jeśli, dzięki Bogu, wrogów nie mamy – nasi przeciwnicy, ci wszyscy, z którymi nas coś poróżniło, do których jesteśmy skłonni mieć pewną niechęć. […] Chrystus żąda od nas względem nich pozytywnych czynów miłości i w tej czynnej miłości nieprzyjaciół widzi charakterystyczną cechę swej nauki w porównaniu z niezdolną jeszcze do tego etyką Starego Testamentu. […]

Nie tylko jednak bliźni pojedynczo wzięty ma być przedmiotem naszych modlitw. Zrzeszenia ludzkie, do których należymy, nie mniej potrzebują łaski i świateł Bożych, i im też muszą one być zdobyte błagalną modlitwą wiernych.

Rodzina i bliscy, wrogowie i przeciwnicy, wspólnota parafialna, Ojczyzna i Świat cały, to nasze ziemskie otoczenie. Codziennie uczymy się czegoś nowego, poprzez bolesne i radosne doświadczenia. Jednak gdybyśmy żyli tylko podłóg ciała, bez wzmacniania słabości ciała ochoczym duchem modlitwy, to nasze poznanie życia i obowiązków tutaj na ziemi, pozostanie pobieżne. Tak samo gdybyśmy żyli tylko podłóg ducha, bez dbałości o ciało i dzielenia się dotykiem, uśmiechem, błyskiem w oku i tymi wszystkimi darami, jakimi nasze ciało zostało obdarowane przez Boga, to nasze przeżycie życia i obowiązków tutaj na ziemi, także pozostanie pobieżne.

Przykazanie miłości Boga i bliźniego, jest trudne do ogarnięcia… jakże to mam miłować tego, który mi zło uczynił, pobił, ukradł, złym słowem zaszkodził w pracy… A jednak za wrogów i przeciwników winniśmy się modlić. Przede wszystkim na to, abyśmy sami nie ulegli pokusie nienawiści. Ból ciała po jakimś czasie przechodzi, znikają siniaki, zadrapania, ale bolesne wspomnienia trwają, i bez modlitwy nie sposób przebaczyć.

Wspólnota Parafialna, Naród, Ojczyzna, także potrzebują naszej modlitwy, zwłaszcza w tym pięknym czasie Bożego Narodzenia, gdy Bóg rodzi się w ubóstwie (tak dobrze znanym dzisiaj wielu Polakom) i napełnia ziemię Nadzieją Nowego Życia. Prośmy w modlitwie o błogosławieństwo dla naszych czasów, tak jak to dawniej czyniono w polskiej tradycji kolędowania, wypełniając świat pięknym śpiewem radości od serca:

Podnieś rękę, Boże Dziecię, Błogosław Ojczyznę miłą! W dobrych radach, w dobrym bycie, wspieraj jej siłę swą siłą. Dom nasz i majętność całą, i wszystkie wioski z miastami! A słowo ciałem się stało i mieszkało między nami.

Wszystkim życzę błogosławionych, zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku Pańskiego 2004.