Jednak należy dodać, że wypada rozgraniczyć muzykę (nawet religijną), którą nie tyle wypada co ostatecznie można śpiewać przy ognisku (choć nie twierdzę że od razu przy piwie czy innym procentowym trunku). Niestety taka muzyka mnie prawie mierzi w takim samym stopniu jak śpiewanie choćby Locus Iste do piwa. Muzyka sakralna powstawała (i powstaje) ad maiorem gloriam Dei i taką powinna pozostać. W związku z tym jej miejsce jest w Kościele, podczas zgromadzeń religijnych i ewentualnie w salach koncertowych, gdzie można jej okazać szcunek i powagę. A kwestia religijnego disco-polo (czyli piosenki pielgrzymkowo-biesiadne) pozostaje w kwestii sumienia, ale są to “utwory”, które nadają się tylko do śpiewania przy ognisku choć treść i wymowę mają religijną to jednak ich bezpretensjonalność nie pozwala (według mnie) na wykonywanie jej gdzie indziej niż w autobusie podczas pielgrzymki czy przy obozowym ognisku Koła Przyjaciół Radia Maryja.
A i jeszcze jedno. Widzę, że bardzo się spóźniłem z komentarzem, ale jeśli ktokolwiek ten komentarz ujrzy i przeczyta to będzie mi bardzo miło jeśli się ustosunkuje do mojego wywodu.
]]>dlatego, Drogi Qzynie, trzeba przypominać co i gdzie przystoi, bo ludzie w ogóle zatracili w sobie poczucie sacrum….
Ja słyszałem kiedyś na przystanku autobusowym gwizdany (i to w dodatku fałszywie!) Mazurek Dąbrowskiego…..
. . . . .
. . .
.
faktycznie ;-(
]]>