Czy można być zawodowym dyskutantem?

Czy można być zawodowym dyskutantem, by nie rzec “pieniaczem”? To znaczy, być tak pochłoniętym udziałem w dyskusjach, że praca i życie osobiste zostają zepchnięte na dalszy plan. Może z tym życiem osobistym to przesada, bo przecież dyskusja staje się życiem osobistym, takiego człowieka. Patrząc na ilość postów produkowanych przez pewne osoby, w godzinach pracy, zaczynam mieć pewność, że jest to możliwe.

Dyskusja (łc. discussio – dochodzenie, badanie) to wymiana zdań na określony temat, która ma na celu przedstawienie różnych poglądów reprezentowanych przez rozmówców, skonfrontowanie ich i znalezienie wspólnego, ogólnie przyjmowanego za słuszne stanowiska.

Kiedy czytam na liście dyskusyjnej, stwierdzenie interlokutora (łc. dyskutanta): “rozmawiam o tym na kilku listach”, a do tego dochodzi postawa takiej osoby “zawsze mam rację”, to się zastanawiam, o co tutaj chodzi?

Żal mi osób, które całe życie poświęcają na udowadnianie swoich “świętych” racji, na forum publicznym. Jest to niczym ryk Lwa na pustyni, życie wokoło zamiera i wszyscy dyskutanci milkną… Gdy jest to dyskusja na liście religijnej, to wtedy kołacze mi się po głowie cytat z listu św.Piotra

Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.

(P5,8)

Gdy Lew ryczy, nie będę udawał drugiego lwa.

Uśmiech miłości

W pewnej wsi, przesiadywał pod karczmą starzec. Był jakiś taki zagubiony, bez celu i wiary. Spędzał w tej pozycji całe dnie. Wielu przechodziło i mówiło, “co za nierób tylko siedzi i śmierdzi, pewno alkoholik”.

Kiedyś przechodził przez wieś pielgrzym. Ze znacznej odległości dostrzegł siedzącego starca, który jawił mu się niczym kamień milowy. Kamień milowy, który określa skrzyżowanie dróg wszechświata. Gdy zbliżył się do starca, spojrzał na niego z uśmiechem miłości, do czasu gdy starzec podniósł głowę i odwzajemnił uśmiech miłości.

Pielgrzym ruszył dalej, a starzec odkrył, że jest komuś potrzebny. Po chwili – pomimo starości swych kości – zerwał się i wyruszył w drogę. Dogonił pielgrzyma i poszedł z nim w dal…

…a gdy nie mieli już sił i jedzenia, przekazywali sobie uśmiech miłości – znak pokoju. Wbrew logice i ludzkim wyobrażeniom, ten prosty uśmiech wystarczał, aby znużone marszem i życiem ciała, mogły powstać i pójść dalej. Podążali do celu, który u kresu, ukazał im bramę prowadzącą do Nowego Życia.

uśmiech miłości – dla jednych mało, dla innych wszystko.

Gdzie się podziała walka duchowa?

Socjaliści mówili “walczymy o pokój”. Niektórzy Katolicy mówią dzisiaj “walczymy o wiarę”. I tak się zastanawiam, gdzie w Ewangelii Jezus mówił o prawdziwej walce?

Pamiętam takie Jego słowa, jak: módlcie się nieustannie, szukajcie, proście, kołaczcie, przyjdźcie do mnie. Z tych słów czerpali święci, błogosławieni i męczennicy mówiąc w przenośni o walce duchowej.

Nie wiem dlaczego dzisiaj, podobnie jak w chwili gdy decydowało się kogo uwolnić: Jezusa czy Barabasza, wygrywa ta druga koncepcja, koncepcja walki zbrojnej. Co więcej ta druga koncepcja walki, zostaje dodatkowo odarta z wszelkich zasad i reguł, byle poniżyć przeciwnika, tak aby już nie wstał…

Gdzie się podziała walka duchowa i poszukiwanie dobra w drugim człowieku, gdzie?!!!