Gdy człowiek się urodzi

Gdy człowiek się urodzi, cieszy się życiem i nie wyobraża sobie śmierci…

Gdy człowiek widzi jak odchodzą najbliżsi i przyjaciele, zaczyna się buntować przeciwko śmierci i Bogu…

Gdy człowiek widzi, że śmierć u proga, zaczyna pragnąć przemiany, chce się przygotować na spotkanie i godnie przeżyć ostatnie ziemskie tchnienia… Dlaczego nie miałbym zacząć już dziś żyć tak, jakby to jutro był dzień mojej śmierci, czyli z jednej strony całkowicie przeżywając życie, a z drugiej strony żyjąc w zgodzie z sumieniem? Gdy sobie uświadomię, że w każdym moim działaniu jest przy mnie Ojciec i Matka, to jakoś łatwiej jest mi omijać rafy grzechu. I choć ziemska Matka i Ojciec pozostają gdzieś w odległym domu, gdy sam jestem: w pracy, na wyjazdach, studiach, imprezach, spotkaniach, to Ojciec Przedwieczny i Matka Boża są zawsze przy mnie.

Gdy odpływam w stronę grzechu i zda mi się iż nikt tego nie widzi, że to tylko taka drobnostka do kolejnej Spowiedzi św., że rodzice się nie dowiedzą… to wtedy staje mi przed oczyma oblicze Ojca Miłosierdzia i zapłakana twarz Matki – Pani Radości…

On zawsze widzi (gdy człowiek myśli, iż nikt go nie widzi), a gdy upadamy, od razu zaprasza nas do powrotu, przez Jego nieskończone Miłosierdzie w Sakramencie Pokuty i Pojednania…

10 thoughts on “Gdy człowiek się urodzi

  1. *No właśnie*

    dlaczego nie ? dlaczego nie patrzeć na każdy dzień tak jakby miał być tym ostatnim ? przecież któryś takim właśnie będzie…

    A kluczem do tego, by tak patrzeć na życie, powinna być Miłość. Ona sprawia, że chwila przejścia z tego świata jawi się nam jako spotkanie. Ona też rodzi w nas pragnienie bycia czystym w oczach Tego, który z miłości powołał nas do istnienia. W Miłości wszystko inaczej nam się jawi…

  2. *Tak, oj tak :-)))*

    Miłość jest kluczem do wszystkiego, bo “miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego i nigdy nie ustaje” :-))) o ile dobrze zacytowałem z pamięci słowa św.Pawła do Koryntian, jedne z moich ulubionych.

  3. *Pokój*

    Przede wszystkim jakiż pokój panuje w sercu, kiedy człowiek oswoi się z myślą, że jest tu tylko przechodniem

  4. *Tak, oj tak :-)))*

    Całkowity pokój i świadomość bycia sługą nieużytecznym, ale sługą na maksa, bez odpuszczania :-)))

  5. *tak, tak, tak…*

    ale sługą bez cykora, bo sługa z cykorem to żaden sługa…
    bo ponoć tak jak “pijesz, nie jedź, jedziesz, nie pij”, tak samo:
    “kochasz, nie bój się, boisz się, nie mów, że kochasz…”
    albo albo…
    o!
    :-)))))))))))))))))))

  6. *bez cykora?*

    sługą bez cykora można być, ale ważniejsze aby mieć cykora 🙂

    Bo tylko wtedy jest świadomość obecności szatana, krążącego wokół niczym lew, pragnący kogoś pożreć i świadomość niebezpieczeństwa chodzenia na skraju przepaści…

    Dopiero wtedy jest świadomość, czym grozi jazda po pijanemu ku zgubie innych, albo czym jest toksyczne kochanie ku zatracie innych i samych siebie.

    Ja tam wolę mieć cykora 😉

  7. *oj, tak… macie rację…*

    no dobra, to ja już nic nie powiem, ino będę czytać i słuchać…

  8. *Lęk*

    Lęk zawsze jakiś będzie…
    Lęk przed traceniem, umieraniem sobie…
    Słabi jesteśmy i dobrze że lęk nam o tym przypomina. Dzięki temu rodzi się w nas świadomość, że to co się dzieje dobrego w nas i wokół nas, nie jest czynione naszą mocą… To ON to czyni.
    My zaś możemy współpracować z Łaską – pomimo całego naszego lęku…

Comments are closed.