Jak kłamać przez komórkę?

Siedzę w pizzerii Capri, przy stoliku obok zaczyna rozbrzmiewać słynny duet “Libiamo, libiamo…” (Więc pijmy na chwałę miłości…) z opery “La Traviata” Giuseppe Verdiego, to znaczy dzwoni komórka. Po chwili Pani odebrawszy rozmowę, w odpowiedzi na pytanie głosu w słuchawce (można przypuszczać męża), tubalnym głosem mówi (bez świadomości, że to na cały lokal niesie)

właśnie wychodzę z Liceum, będę pod urzędem wkrótce

.

Kłamiąca nauczycielka, wzorzec “cnót” wszelkich.

I tak posiedziała z drugą nauczycielką kolejne 30 minut, obgadując jakiegoś księdza z Liceum

zagubiony on jest, w moim wieku, etc.

Swoimi tubalnymi głosami, skutecznie uniemożliwiły rozmowę moją i kolegi. Co więcej zmusiły nas, do natychmiastowego opuszczenia lokalu, po zakończeniu naszej konsumpcji…, ponieważ zaczęły opowiadać o zdradach i podbojach miłosnych bez omijania szczegółów, tym samym tubalnym tonem – ależ to było zniesmaczające.

PS
Znaki czasów? Ludzie rozmawiają o swoich intymnych sprawach, używając imion, nazwisk i tubalnego głosu: w restauracjach, pizzeriach i innych miejscach publicznych. Tak jakby chcieli się tym podzielić z wszystkimi osobami siedzący w takim miejscu… gdyby choć obsługa włączyła jakąś muzykę…

9 thoughts on “Jak kłamać przez komórkę?

  1. *Chwalą się.*

    A może poprostu nie mogą się niczym innym pochwalić, więc wybierają temat, na który każdy z nas może coś powiedzieć. Swoją drogą, jest chyba teraz taka moda, na opowiadanie wszystkim do okoła o swoim życiu osobistym.

  2. *…o namiastce*

    w moim odczuciu to moda na opowiadanie o namiastce życia osobistego!

    Takie notoryczne, życie plotką i obgadywaniem innych… bo strach przed odrzuceniem, paraliżuje rozmowę o własnych przeżyciach wewnętrznych…

    Współczesny strach, to obawa przed byciem sobą…, chwilami czuję się jakbym cały czas spotykał ludzi po szkole aktorskiej…

    Tak rzadko ludzie potrafią mówić o cierpieniu, o chorobie, o dobroci… jakby życie było tylko brudne

  3. *rozmowy*

    wracałam dzisiaj z uczelni i po drodze do domu mimowolnie stałam się świadkiem rozmowy dwóch młodych dziewcząt:
    “- jak było na imprie??
    – eeee,towarzycho do d…, ale i tak byłam tak najeb…na, że było mi wszystko jedno..”
    i to wszystko w pociągu na cały regulator
    siedzące koło mnie starsze małżeństwo tylko smutno się uśmiechnęło..
    a ja pomyślałam sobie, że jej współczuję, bo miałam przyjemność spędzić tę “imprę” z przyjaciółmi i naprawdę nie było mi to obojętne:)

  4. *Rozmowy*

    To smutne, że ludzie coraz rzadziej chcą dzielić się własnym wnętrzem… mówić o tym, co naprawdę boli… z czym nie potrafią sobie poradzić…
    Temat Boga, wiary, modlitwy to “sprawa prywatna”, o której nie chce się mówić… o której mówić nie wypada…

    A dla mnie takie właśnie rozmowy są najważniejsze… Budują mnie, ubogacają… Ja dużą część nocy sylwestrowej spędziłam na rozmowie o Karmelu… Ta rozmowa była bardzo budująca – myślę, że dla obu stron. 🙂

  5. *pogadać ludzka rzecz…*

    smutno, że czasem bardzo chcesz porozmawiać z kimkolwiek o czymkolwiek… i się nie da… nie ma nikogo koło ciebie… jesteś zupełnie sam… nikt do ciebie nie zadzwoni, ci, do których ty chciałbyś zadzwonić, nie życzą sobie rozmów z tobą, nie odbierają telefonu, ignorują cię, śpią, pracują, cokolwiek… ale nie ma ich dla ciebie… nikt cię nie odwiedzi, choć czekasz i wciąż mimo wszystko masz nadzieję, że może jednak ktoś… kiedyś zabłąka się i trafi jakimś Cudem do ciebie… ci, których ty chesz odwiedzić, nie mogą, nie chcą się spotkać… albo chcą i mogą, ale nie spotkacie się, bo tak jest Lepiej…
    smutno, że czasem nie masz absolutnie nikogo, żeby podzielić się sobą, żeby opowiedzieć historię swojego życia… że nikogo nie interesuje twoja Najnowsza Nieziemskofantastyczna Historia albo Kolejny Wymyślony Niepotrzebnie i Wyolbrzymiony Problem…
    smutno i boli bardzo, że czasem trzeba kogoś świadomie i dobrowolnie unikać… wbrew całemu sobie… właśnie w imię Miłości i Odpowiedzialności…

    i widać tak jest Dobrze, widać czasem musi boleć i być smutno…

    żeby tylko wytrwać do końca…

  6. *.*

    Pogadać? Z kim, o czym? By wzięli Cię za wariata, chory przypadek, anomalię człowieka, karykatue karyktury? Pogadać… i co, czego się spodziewamy? Uronionej łezki współczucia, matcznego/ojcowskiego dobrego słowa? A co to kurwa zmieni? Po skończonej konwersacji znowu zostaniemy sami z problemami, które niczym senne zmory nawiedzać nas będą i w śnie i na jawie… Rozmowa? Bez sensu. są rzeczy, których nikt nigdy nie zrozumie… może z powodu sposobu wychowania, ukształtowanej moralności i swego sztywnego światopoglądu.. Trust No One jak to na pewnym plakacie pisało… trust no one….. i cierp człowieku marny, któryś z prochu powstał i w proch się niestety obrócisz…..

  7. *Strach…*

    a może warto zaryzykować i rozmawiać, nie bacząc na to czy wezmą mnie za wariata, malkontenta, słabeusza co się wzrusza?

    Dopóki się nie spróbuje, dopóty nie wiadomo jak to będzie…

    Zastanawia mnie taka myśl, skoro człowiek współczesny nie przejmuje się opinią innych, to dlaczego tak rzadko ma odwagę być prawdziwie sobą?

    Ucieczka od wolności?… chyba tak!

  8. *don’t cykor, be sobom!*

    ja nie uciekam…
    od dwudziestu paru lat jestem i będę już na zawsze…
    skoro Pan Bóg mnie sobie wymyślił i powołał do życia… to jestem :-))))
    i boję się…
    i boli mnie…
    i jestem pacjentką psychiatryczną… F.31.
    jestem, bo jak się już raz zacznie być, czyli jak ci ktoś postawi taką diagnozę, to potem się nie da przestać być tym zdiagnozowanym przypadkiem… ewent. ktoś inny po latach powie, że tamten ktoś się pomylił, stawiając diagnozę.. i postawi diagnozę lepszą, bo nowszą, bo wg najnowszej terminologii zaproponowanej np. przez Amerykańskie Towarzystwo.. bla bla bla.. ..
    z byciem chorym jest tak jak z życiem, po prostu… 😉 jak się już zaczęło.. trzeba na zawsze już być… 🙂
    i jestem beznadziejnym przypadkiem…
    i jestem klientką mojego terapeuty…
    i jestem Nienormalna…
    i jestem Dewiantką Społeczną…

    i lubię moje życie…
    i za wszystko dziękuję Bogu.. bo wszystko, co stworzył, było Dobre…
    i nawet z największego zła… (po ludzku sądząc, większość rzeczy tego świata… jest zła… hahaha…) Bóg potrafi wyprowadzić Dobro… (tak mi od lat powtarza moja Babcia, a ja jej wierzę…)
    i nie żałuję niczego prócz moich Win… o których wie czasem tylko Pan Bóg i ja sama…
    i nie chciałabym żadnego innego życia w zamian za to, które mam…
    i jestem Szczęśliwa…
    mimo łez…
    mimo bólu…
    mimo wszystko….
    :-))

  9. *nie mogę pogadać…*


    dlatego jestem w kafejce w Bielsku (tak wyszło) i klikam tutaj na blogu Pana Jarka…
    echh… może to i idiotyczne i prymitywne i w ogóle ćwierćśrodek i namiastka i o ____ rozbić…
    ale…
    mi pomaga…
    czasem….
    np. dzisiaj mi to pomaga…
    że jest takie miejsce w sieci…
    gdzie mogę sobie to i owo naklikać z nadzieją, że:
    1. przeczyta to ktoś… i natchnie go mój text do jakiejkolwiek refleksji…
    2. przeczyta to ktoś… i nic go nie ruszy i do niczego nie natchnie…
    3. przeczyta Pan Jarek… i to miło…
    4. przeczyta albo nie przeczyta, obojętne, ale mi się dobrze tu przelewa moje myśli…
    5. szczerze wątpię i nie wierzę, ale może ktoś napisze mejla?
    6. najbardziej na świecie wątpię i nie wierzę, ale może ktoś zadzwoni?
    7. nie wierzę i wątpię, ale może ktoś wybaczy? zapomni? odobrazi się? zrozumie coś? zrozumie mnie? nie będzie więcej ranił? mnie albo inne panny? albo innych ludzi? albo będzie ranił ale mniej albo rzadziej? albo się tak zmieni, że będzie ranił inaczej… niż do tej pory, nie poprzez literki, kropeczki… złudne nadzieje i obietnice… bla bla bla…
    8. …
    9. …
    10. …
    itd….
    (Ty wiesz, Panie… )

    J.u.T.

    pozdrawiam…

    :-)))))

Comments are closed.