Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/oboista/domains/szczepanek.org/public_html/wp-content/plugins/wordfence/vendor/wordfence/wf-waf/src/init.php:21) in /home/oboista/domains/szczepanek.org/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
Teksty – szczepanek.org https://szczepanek.org Rodzina zawsze - oboista, inżynier czasami Thu, 25 Oct 2012 15:08:06 +0000 en-US hourly 1 Przelew w UE czyli pieniądze w skarpetkach https://szczepanek.org/2004/05/09/przelew-w-ue-czyli-pieniadze-w-skarpetkach-2/ Sun, 09 May 2004 21:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1823 Continue reading ]]> euroChciałem zrobić przyjacielowi niespodziankę i zaprosić go na kawę, z okazji zamieszkania razem w UE. Był tylko jeden malutki problem, on mieszka w Niemczech, a ja w Polsce – choć to jedna Unia Europejska. Postanowiłem więc, przesłać mu kilka groszy na jego internetowe konto bankowe tak, aby mógł pójść na kawę i nacieszyć się moim wejściem do wspólnego europejskiego domu. O naiwności! Od kilku dni mieszkam w UE, a jednak jako człowiek doby bankowości elektronicznej i wszelkich rachunków internetowych, pozostałem w zamknięciu za “chińskim murem”. W czasach, gdy fundusz socjalny jest wypłacany w postaci kart przedpłaconych (zapomniałem już jak wyglądają papierowe bony na zakupy), a wszystkie transakcje są dokonywane z kont internetowych, okazuje się, że pieniędzy wewnątrz UE nie prześlę w nowoczesny sposób. Czytając reklamówki kont internetowych mBanku, Inteligo, BZ WBK i wielu innych, można ulec wizji nowoczesnej platformy transakcji finansowych. Nic bardziej złudnego. W lipcu 2001 roku – wszystkim bankom prowadzącym konta internetowe w Polsce – zadałem proste pytanie “Czy jest możliwe dokonanie przelewu z konta elektronicznego na konto w Niemczech (wtedy jeszcze za granicą UE)?”. Zachowałem e-mailowe odpowiedzi, wszystkie negatywne.

BZ WBK – “Uprzejmie informuję, że usługi elektroniczne umożliwiają dokonywanie przelewów jedynie w PLN, dokonywanie przelewów w walucie obcej jest niemożliwe. Jest to możliwe jedynie w Oddziale.”,

Pekao S.A. – “W odpowiedzi na Pana korespondencję informujemy, że nie jest możliwe dokonanie przelewu za granicę z Eurokonta WWW. Jeżeli posiada Pan kartę IKM to możliwe jest dokonanie wpłaty gotówkowej.”,

BPH – “Uprzejmie informuję, że za pomocą usługi BPH Sez@m nie ma możliwości wysyłania przelewów za granicę. Aby dokonać takiego przelewu należy udać się do palcówki BPH SA.”,

Inteligo – “Aktualnie nie jest możliwe dokonywanie przelewów za granicę z konta Inteligo. Wkrótce udostępnimy taką usługę.”,

mBank “Informuję Pana, że mBank nie posiada nr rozliczeniowego SWIFT, który jest niezbędny do realizacji przelewów zagranicznych.”,

PKO BP e-Superkonto “Z e-superkonta nie realizuje się przelewów zagranicznych”.

Wszystkie banki odpowiedziały, zalecając jako najnowocześniejszy środek transakcyjny – przyjście do oddziału tradycyjnego, odstanie w kolejce, odręczne wypełnienie druku 2 strony formatu A4 (przy przelewach cyklicznych, za każdym razem trzeba wypełniać od nowa), a następnie ponowne stanie w kolejce, w celu złożenia zlecenia.

Obecnie mamy maj 2004 roku czyli prawie trzy lata od tamtej daty. Ponownie zadałem to samo pytanie bankom internetowym, tym razem jako obywatel UE, pragnący dokonać przelewu w UE. Niestety, nic się nie zmieniło, pionierzy (bardziej socjalistyczni-pionierzy) bankowości elektronicznej: mBank, Inteligo nie umożliwiają tej prostej operacji… W BZ WBK uśmiechnięta urzędniczka poradziła mi wczoraj “proszę założyć konto tradycyjne u nas i wypełnić papierowe druki przelewu. Przelew z konta internetowego nie jest możliwy”. Polska kraina absurdu, bo skoro mogę dokonać takiego transferu z konta tradycyjnego, to co za problem dokonać go z konta elektronicznego, przecież to ten sam bank (BRE, PKO BP, BZ WBK), ta sama struktura informatyczna banku…

Niestrudzony dalej próbowałem przesłać koledze parę groszy na kawę. Poszedłem do tradycyjnego oddziału banku PKO BP. Dowiedziałem się o możliwości dokonania “Eurotransferu” z prowizją ok.11 Euro, na dodatek trzeba wypełniać formularz – płachta 2xA4 i mieć szczęście, aby utrafić we właściwy w oczach banku tytuł przelewu (oczywiście bank nie przedstawia listy dostępnych tytułów przelewu). Kiedy jednak po 15 minutach uda się uporać z tym drukiem, odchodzi ochota na przesyłanie pieniędzy… bo kawa kolegi zostałaby kilkakrotnie przepłacona prowizją bankową.

Pozostały jeszcze trzy metody tradycyjne:
1) przesłanie pieniędzy w zaklejonej kopercie – nie doradzam, pracownicy poczty lubią zadbać o takie skarby,
2) przesłanie pieniędzy w skarpetce poprzez nogę znajomej osoby wyjeżdżającej do Niemiec, niczym w czasach muru berlińskiego…
3) nabycie kawy w Polsce, jej uroczysta konsumpcja w samotności i opisanie wrażeń koledze w liście lub rozmowie telefonicznej… Dobrze, że choć rozmowy telefoniczne nie są już łączone przez “międzymiastową”, bo pewnie bym zapomniał smaku kawy, do czasu połączenia…

Upłynęły prawie 3-lata, czas na dostosowanie polskiej bankowości do bankowości UE i dalej mogę wozić pieniądze w skarpetkach, trzymając w ręce paszport zamiast dowodu osobistego. Na dodatek kolega w Niemczech musi zapamiętać kilka cyfr swojego konta, a ja aż 26 cyfr, i po co, skoro prostej transakcji bankowej nie mogę wykonać z domu :-(((

opublikowano w zewpress.com nr 153 – 9 maja 2004

]]>
Technicy śpiewają (i to jak!) https://szczepanek.org/2003/11/23/technicy-spiewaja-i-to-jak/ Sun, 23 Nov 2003 22:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1822 Continue reading ]]> Romuald Twardowski - Missa Regina CaeliWydawać by się mogło, że w czasach rozwijającego się materializmu, nie ma już miejsca dla amatorów sztuki. Życie jednak ciągle zaskakuje: oto pojawiła się w moim życiu grupa osób rozmiłowanych w muzyce i sztuce. Na początku czułem niejaką nieufność wobec tych zapaleńców, bo jakże to tak – dla idei śpiewać? Jednak zaangażowanie kilkudziesięciu osób w śpiewanie dla przyjemności zaskoczyło mnie i stopniowo przekonało, by na koniec porwać siłą przyjaźni i muzyki. W ten sposób znalazłem się w gronie miłośników i zapaleńców śpiewu, skupionych w Akademickim Chórze Politechniki Śląskiej w Gliwicach. To zespół otwarty na różne indywidua, a zarazem grupa przyjaciół potrafiących w prosty sposób przywrócić marzycieli do właściwej tonacji muzycznej. Gdybym mógł oddać słowami choć część panującej tam atmosfery, to wyraziłbym to tak: “radość śpiewania i profesjonalizm wykonania”. Siłę zespołu stanowi mądre połączenie ożywczej energii żaków oraz dojrzałości nauczycieli akademickich i absolwentów Politechniki. Nie ma podziału na młodych i starych, nie ma podziału na lepszych i gorszych. Jest za to podział tradycyjny na głosy chórowe: sopran, alt, tenor i bas. I ten prosty podział czterogłosowy dokonuje rzeczy – zdawałoby się dla politechników – niemożliwych. Przeobraża ludzi techniki w artystów muzyków. Jest to zasługa pracy dyrygenta chóru prof. Czesława Freunda i talentów organizacyjnych dr Krzysztofa Chlipalskiego. Chór reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej, zdobywając 3 srebrne medale w trzech kategoriach chóralnych na I Olimpiadzie Chóralnej w Linz (Austria) i powtarzając ten sukces na II Olimpiadzie w Busan (Korea Płd.) – o czym pisałem w reportażu “Chórzysta na dalekim wschodzie” (Sprawa nr ?????).

Uwieńczeniem tej drogi artystycznej stało się spotkanie dwóch kultur polskiej tradycji. Kultury wileńskiej uosobionej przez kompozytora prof. Romualda Twardowskiego, i kultury lwowskiej nieprzerwanie czerpiącej z historii Lwowskiego Chóru Technickiego, którego członkowie powołali do życia w 1945 roku Akademicki Chór Politechniki Śląskiej w Gliwicach.
Prof. Romuald Twardowski to światowej sławy kompozytor muzyki chóralnej. Jego twórczość to przejaw troski o to, aby muzyka współczesna powróciła do tradycji liturgicznej. Na przekór modzie obdzierania muzyki współczesnej ze sfery duchowej i wyprowadzania jej z wnętrz kościelnych do sal koncertowych, Twardowski z muzyką współczesną do wnętrz sakralnych powraca. W październiku podczas Inauguracji Nowego Roku Akademickiego na Politechnice Śląskiej odbyła się prezentacja nowej płyty CD Chóru, zawierającej “Missa Regina Caeli” (mszę “Raduj się Nieba Królowo”) i inne utwory chóralne prof. Twardowskiego. Jest to pierwsze nagranie tych utworów w historii światowej fonografii.

Nagrań dokonano w gliwickich kościołach, jedynych miejscach odpowiednich dla właściwego oddania ekspresji muzyki religijnej. Sam kompozytor tak mówi o swojej mszy: “Kiedy zacząłem się zastanawiać nad kształtem mojej mszy, w pierwszym rzędzie musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie – jaką ta msza być nie powinna? Odpowiedź brzmiała: nie powinna być napuszona, hałaśliwa, oderwana od wielkiej tradycji muzyki kościelnej. Winna natomiast być skromna, w miarę prosta, oddająca właściwie ducha i sens każdej części mszy świętej, a przy tym ma być uroczysta, podniosła w nastroju i komunikatywna, jako że miejscem jej wykonania będzie świątynia, a pierwszym jej odbiorcą – zgromadzenie wiernych. Poza wszystkim, muzyka mszy miała być piękna, gdyż tylko piękno zdolne jest wzbudzić w odbiorcy uczucia wyższego rzędu.”
Gorąco zapraszam do wysłuchania dostępnego tutaj fragmentu – radosnego “Jubilate Deo” – oraz przyjścia na nasze koncerty.

opublikowano w sprawa.pl nr 67 – 23 listopada 2003

]]>
Radość pięknem wyśpiewana! https://szczepanek.org/2003/11/20/radosc-pieknem-wyspiewana/ Thu, 20 Nov 2003 22:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1826 Continue reading ]]> Romuald Twardowski - Missa Regina CaeliWydawać by się mogło, że w czasach rozwijającego się materializmu, nie ma już miejsca dla amatorów=miłośników piękna i sztuki. Życie jednak ciągle zaskakuje, oto pojawiła się w moim życiu, grupa osób rozmiłowanych w muzyce i sztuce. Na początku, czułem niejaką nieufność wobec tych zapaleńców, bo jakże to tak, dla idei śpiewać. Jednak zaangażowanie kilkudziesięciu osób w śpiewanie dla przyjemności, zaskoczyło mnie, stopniowo przekonało, by na koniec porwać siłą przyjaźni i muzyki.

W ten sposób znalazłem się w gronie miłośników i zapaleńców śpiewu, skupionych w Akademickim Chórze Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Zespół niesamowity – poprzez swoją otwartość na różne indywidua, między innymi takie jak osoba piszącego te słowa. Zarazem grupa przyjaciół potrafiących w prosty sposób przywrócić marzycieli, do właściwej tonacji muzycznej. Gdybym mógł oddać słowami, choć część panującej tutaj atmosfery, to wyraziłbym to tak: radość śpiewania i profesjonalizm wykonania”. Siłę zespołu, stanowi mądre połączenie w celu śpiewania: ożywczej energii żaków i dojrzałości nauczycieli akademickich i absolwentów Politechniki. Nie ma podziału na młodych i starych, nie ma podziału na lepszych i gorszych. Jest za to podział tradycyjny na głosy chórowe: sopran, alt, tenor i bas. I ten prosty podział czterogłosowy dokonuje rzeczy – zdałoby się dla politechników – niemożliwych, przeobraża ludzi techniki w artystów muzyków. Jest to zasługa pracy dyrygenta chóru prof. Czesława Freunda i talentów organizacyjnych dr Krzysztofa Chlipalskiego. Chór reprezentował Polskę i Gliwice na arenie międzynarodowej, między innymi zdobywając trzy srebrne medale w trzech kategoriach chóralnych na I Olimpiadzie Chóralnej Linz 2000 (Austria) i powtarzając ten sukces na II Olimpiadzie Busan 2002 (Korea Płd.).

Uwieńczeniem tej drogi artystycznej, stało się spotkanie dwóch tradycji polskiej kultury. Tradycji wileńskiej uobecnionej przez kompozytora prof. Romualda Twardowskiego i tradycji lwowskiej nieprzerwanie czerpiącej z historii Lwowskiego Chóru Technickiego, którego członkowie powołali do życia w 1945 roku Akademicki Chór Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Prof. Romuald Twardowski, to światowej sławy kompozytor muzyki chóralnej. W swoim dorobku ma m.in.: I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim w Pradze (1966); I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Księcia Rainiera w Monako (1965 i 1973), nagrodę Zachodnioeuropejskiej Federacji Towarzystw Chóralnych oraz doroczną nagrodę Związku Kompozytorów Polskich(1994). Jego twórczość to przejaw troski, o to, aby muzyka współczesna powróciła do tradycji liturgicznej. Na przekór modzie, obdzierania muzyki współczesnej ze sfery duchowej i wyprowadzania jej z wnętrz kościelnych do sal koncertowych, Twardowski z muzyką współczesną do wnętrz sakralnych powraca. 3-go października podczas Inauguracji Nowego Roku Akademickiego na Politechnice Śląskiej, odbyła się prezentacja nowej płyty kompaktowej Chóru, wydanej przez „Acte Prealable”, a zawierającej „Missa Regina caeli” (msza Raduj się Nieba Królowo) i inne utwory chóralne prof. Twardowskiego. Jest to pierwsze nagranie tych utworów w historii światowej fonografii. Kompozytor sam dokonał wyboru chóru nagrywającego jego dzieła, z całego bogactwa polskich i zagranicznych chórów zawodowych i amatorskich. Tym większy zaszczyt dla mnie jako chórzysty, znaleźć się w tak wspaniałym zespole. Zaskakującym jest dla mnie przesłanie płynące z tej płyty, oto chór Politechniki staje się promotorem (łac. ’ten, który porusza naprzód’) sakralnej muzyki współczesnej i kultury. Ten chór ukazuje piękno światu.

W jednej z pierwszych recenzji zatytułowanej „Piękna polska msza” ks.Arkadiusz Jędrasik (dział recenzji pisma „Muzyka 21”) napisał: „Dzisiaj swoją premierę ma płyta z kilku powodów niezwykła. Wspomnijmy o dwóch. Mszę znajdującą się na niej napisał wybitny polski kompozytor Romuald Twardowski, a wykonuje ją jeden z najlepszych polskich chórów – Akademicki Chór Politechniki Śląskiej z Gliwic pod dyrekcją Czesława Freunda. Jest to msza, która zachwyci najbardziej wybrednych znawców muzyki sakralnej i sprawi radość każdemu wielbicielowi pięknego śpiewu liturgicznego.”

Nagrań dokonano w gliwickich kościołach, jedynych miejscach odpowiednich dla właściwego oddania ekspresji muzyki religijnej. Pierwsza sesja nagraniowa odbyła się w kościele św.Michała Archanioła, tak bliskim środowisku akademickiemu. Sam kompozytor tak mówi o swojej mszy: „Kiedy zacząłem się zastanawiać nad kształtem mojej mszy, w pierwszym rzędzie musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie – jaką ta msza być nie powinna? Odpowiedź brzmiała: nie powinna być napuszona, hałaśliwa, oderwana od wielkiej tradycji muzyki kościelnej. Winna natomiast być skromna, w miarę prosta, oddająca właściwie ducha i sens każdej części mszy św., a przy tym ma być uroczysta, podniosła w nastroju i komunikatywna, jako że miejscem jej wykonania będzie świątynia, a pierwszym jej odbiorcą – zgromadzenie wiernych. Poza wszystkim, muzyka mszy miała być piękna, gdyż tylko piękno zdolne jest wzbudzić w odbiorcy uczucia wyższego rzędu.”

Bogaty materiał płyty, dokumentuje dokonania artystyczne Akademickiego Chóru Politechniki Śląskiej, który podjął trud ukazania bogactwa oprawy liturgicznej „Missa Regina caeli”, między innymi podczas Mszy św. w dniu 12 października w Katedrze śś. Ap. Piotra i Pawła w Gliwicach oraz w dniu 28 października w Kościele Ewangelicko-Augsburskim Zmartwychwstania Pańskiego w Katowicach. Płyta z tą muzyką, jest do nabycia podczas prób w sali chóru, oraz podczas koncertów. Niech śpiew „Raduj się Nieba Królowa” płynący z tej mszy stanie się i Twoją radością. W dniu 14 października chór ubogacił śpiewem Międzyuczelnianą inaugurację Duszpasterstw Akademickich w Katedrze pw.Chrystusa Króla w Katowicach po raz dwudziesty trzeci, tym razem wykonując „Missa Regina caeli”, oraz ceremonię wręczenia jubieluszowej dziesiątej nagrody „Lux ex Silesia”, przyznanej w tym roku wybitnemu kompozytorowi Henrykowi Mikołajowi Góreckiemu, poprzez wykonanie utworu kompozytora „Totus Tuus”.

Obecnie Akademicki Chór Politechniki Śląskiej przygotowuje się do prestiżowego Nadzwyczajnego Koncertu z muzyką prof. R.Twardowskiego w Auli Głównej Akademii Muzycznej im. F.Chopina w Warszawie w dniu 16 listopada oraz do III Olimpiady Chóralnej Brema 2004. Bądźcie z nami i trzymajcie za nas kciuki!

Spragnionych śpiewania zapraszamy na przesłuchanie i próby w poniedziałki i środy w godzinach 18.30-21.00, w sali chóru znajdującej się w podziemiach Wydziału Budownictwa.

Jarosław Szczepanek opublikowane w Fenomen

]]>
Marzyciel to ma-życie! https://szczepanek.org/2003/06/10/marzyciel-to-ma-zycie/ Tue, 10 Jun 2003 21:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1805 Continue reading ]]> Tym którzy uważają, że nie warto!
Siedzę sobie tak przy stole i marzę. Nie! Nie marznę lecz Marzę. Zawsze przydarza mi się to w chwilach o dziejowym znaczeniu. Wtedy marzy mi się “Snickers” w nowym, urodzinowym opakowaniu. Lecz dzisiaj chwila szczególna, bo oto 75 lat stuknęło naszej Akademii i trzeba to jakoś rozmarzyć. Ponieważ przy każdym jubileuszu organizuje się wiele uroczystości, konferencji i podsumowań, zamarzyłem sobie spojrzeć marzycielsko w przyszłość naszej uczelni. Przyszłość pełną optymizmu, o ile społeczności akademickiej uda się spełnić kilka warunków:

  1. zaprzestaniemy się obawiać zmian,
  2. zaczniemy sobie nawzajem ufać,
  3. zrozumiemy, że to jest nasza Akademia (Twoja i moja).

Miałem możliwość wylania wielu krytycznych słów na papier w poprzednich numerach “Mówmy w C-dur“. Słowa te były przede wszystkim wyrazem troski o uczelnię. Pisałem o konieczności dokonania zmian w sposobie kształcenia. Późniejsze rozmowy upewniły mnie w przekonaniu, że dla wielu zmiana to odwołanie rektora i szukanie kozła ofiarnego. A przecież nie oto chodzi. Nie oszukujmy się, największym problemem jest zmiana naszej mentalności. Konieczne jest pozbycie się obaw co do wprowadzenia zmian w programie studiów i w sposobie kształcenia.

Coraz więcej studentów wyjeżdża na kursy i konkursy zagraniczne, uczestniczy w pracach orkiestr młodzieżowych i innych spotkaniach muzycznych. Powrót z tych imprez z całą ostrością ukazuje słabości nauczania w naszej uczelni. Społeczność akademicka boi się o tym mówić, ale najzdolniejsi studenci cały czas zastanawiają się jak stąd uciec (kończąc wcześniej studia albo biorąc urlop dziekański etc.). Nieprawdziwym jest przekonanie, że tego stanu rzeczy nie można zmienić.

Na początek zacznijmy od małych rzeczy. Na przykład zaprzestańmy palić papierosy w budynkach, salach, sekretariatach itp., gdzie nie ma wentylacji ani klimatyzacji. Wszak na dziedzińcu papierosek też dobrze smakuje. Serio mówiąc – zmiany muszą być konkretne a nie jak dotychczas pozorowane (np. studia orkiestrowe, zespoły kameralne etc.).

Moim zdaniem powinna zostać powołana komisja senacka d/s opracowania nowego programu studiów zgodnego z programami uczelni europejskich. Podstawą tej reorganizacji musi być zmiana nastawienia w pojmowaniu przedmiotu głównego. Obecny system wymagający zakończenia każdego semestru egzaminem komisyjnym, uniemożliwia jakąkolwiek przemyślaną pracę nad rozwojem techniki i osobowości artystycznej. Uważam, że egzamin z przedmiotu głównego powinien wieńczyć całoroczną (rozsądnie zaplanowaną) pracę pedagoga i studenta, tak jak ma to miejsce w innych uczelniach muzycznych Europy.

Podstawą tego systemu jest zaufanie, że student przychodzi na studia dla samego siebie, ponieważ chce studiować. Gra w orkiestrze, ponieważ chce (tzn. wie ile koncertów musi zagrać w ciągu studiów), chce dyrygować chórem etc. Obecnie nie do przyjęcia jest młody człowiek, który wie czego chce. Po prostu takich ludzi społeczność akademicka nie potrafi zaakceptować.

Istnieje niebezpieczeństwo niepowodzenia tych zmian, ale najpierw trzeba podjąć jakąś próbę. Chyba mało kto wierzył w budowę nowego budynku, a jednak beton się leje. Naszą uczelnię stać na wprowadzenie nowego sposobu kształcenia. Będzie to możliwe jednak dopiero wtedy gdy uwierzymy, że jest to nasza Akademia. Nasz Dom, w którym należy czasami posprzątać aby zobaczyć, że jest naszym domem.

Ja wierzę, że warto podjąć ten trud. A Ty?

PS. Kończę póki nie zaprzestałem zamarzania.

Jarosław Szczepanek
dla ” Mówmy w C-dur ” AD 1995 nr 4

]]>
Radość śpiewania! https://szczepanek.org/2003/05/10/radosc-spiewania/ Sat, 10 May 2003 21:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1821 Continue reading ]]> Romuald Twardowski - Missa Regina CaeliW trudnych czasach dla Śląska, gdy do likwidacji są przeznaczane kolejne kopalnie i coraz trudniej znaleźć pracę, pojawiają się promienie zwiastujące piękną przyszłość. Jednym z takich promieni jest działalność miłośników i zapaleńców śpiewu, skupionych w Akademickim Chórze Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Zespół ten można w skrócie określić słowami “radość śpiewania i profesjonalność wykonania”. Stanowi on przykład wspaniałego połączenia: ożywczej energii żaków i dojrzałości nauczycieli akademickich i absolwentów, w celu śpiewania. Zdumiewa twórczy upór zespołu, który na przekór trudnej sytuacji gospodarczej, podąża nieprzerwanym szlakiem sukcesów artystycznych. Jest to zasługa pracy dyrygenta chóru prof. Czesława Freunda, i talentów organizacyjnych dr Krzysztofa Chlipalskiego. Chór reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej, zdobywając trzy srebrne medale w trzech kategoriach chóralnych na I Olimpiadzie Chóralnej Linz’2000 (Austria) i powtarzając ten sukces na II Olimpiadzie Busan’2002 (Korea Płd.). Równocześnie chór bardzo intensywnie koncertuje w kraju i zagranicą m.in. w słynnej sali koncertowej nowojorskich filharmoników “Avery Fisher Hall”, nowojorskiej katedrze św. Patryka i gmachu ONZ, Uwieńczeniem tej drogi artystycznej, stało się spotkanie dwóch tradycji polskich kresów. Tradycji wileńskiej uobecnionej przez kompozytora prof. Romualda Twardowskiego i tradycji lwowskiej nieprzerwanie czerpiącej z historii Lwowskiego Chóru Technickiego, którego członkowie powołali do życia w 1945 roku Akademicki Chór Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

Muzyka współczesna wydaje się być muzyką trudną, wymagającą przygotowania. Ponadto muzyka współczesna wyprowadziła się z wnętrz kościelnych do sal koncertowych i tam jakby została odarta ze sfery duchowej. Muzyka chóralna światowej sławy kompozytora prof. Romualda Twardowskiego, stanowi zaprzeczenie tych trendów. Prof. Romuald Twardowski zdobył m.in.: I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim w Pradze (1966); I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Księcia Rainiera w Monako (1965 i 1973), nagrodę Zachodnioeuropejskiej Federacji Towarzystw Chóralnych oraz doroczną nagrodę Związku Kompozytorów Polskich(1994). W ostatni piątek, 3-go października podczas Inauguracji Nowego Roku Akademickiego na Politechnice Śląskiej odbyła się prezentacja, nowej płyty kompaktowej zawierającej mszę “Missa Regina Caeli” (Raduj się Nieba Królowo) i inne utwory chóralne prof. Twardowskiego. Wydarzenie niespotykane, oto uczelnia Techniczna (sic!) stała się na jeden dzień centrum polskiej i światowej muzyki współczesnej. Jest to pierwsze nagranie tych utworów w historii światowej fonografii, które dokonało się w gliwickich kościołach, jedynych miejscach odpowiednich dla właściwego oddania ekspresji muzyki religijnej. Sam kompozytor tak scharakteryzował swoją mszę: “Kiedy zacząłem się zastanawiać się nad kształtem mojej mszy, w pierwszym rzędzie musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie – jaką ta msza być nie powinna? Odpowiedź brzmiała: nie powinna być napuszona, hałaśliwa, oderwana od wielkiej tradycji muzyki kościelnej. Winna natomiast być skromna, w miarę prosta, oddająca właściwie ducha i sens każdej części mszy św., a przy tym ma być uroczysta, podniosła w nastroju i komunikatywna, jako że miejscem jej wykonania będzie świątynia, a pierwszym jej odbiorcą – zgromadzenie wiernych. Poza wszystkim, muzyka mszy miała być piękna, gdyż tylko piękno zdolne jest wzbudzić w odbiorcy uczucia wyższego rzędu.”

Bogaty materiał płyty, dokumentuje znane na Śląsku dokonania artystyczne tego zespołu, co więcej umożliwia porównanie brzmienia płyty z brzmieniem na koncertach. Zespół podjął trud ukazania bogactwa oprawy liturgicznej “Missa Regina Caeli”, podczas Mszy św. w dniu 12 października (niedziela) o godz. 12.3o w Katedrze śś. Ap. Piotra i Pawła w Gliwicach oraz w dniu 28 października (wtorek) o godz. 18.oo w Kościele Ewangelicko-Augsburskim Zmartwychwstania Pańskiego w Katowicach.

opublikowano w zewpress.com nr 123 (05.10.03)

]]>
Piosenka o I Koalicji PSL-SLD (wg melodii “Jak linoskoczek” Grzegorz Turnau) https://szczepanek.org/2003/05/01/piosenka-o-i-koalicji-psl-sld-wg-melodii-jak-linoskoczek-grzegorz-turnau/ Thu, 01 May 2003 10:15:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1810 Continue reading ]]> 1) Niepewnie rośniesz rozchylony,
tuś jest zielony, a tu czerwony.
Ref.
To jest tulipan, to jest tulipan,
a to jest dąb, a to jest lipa.
To jest tulipan, to jest tulipan. 2) Łagodnie wznosisz się wśród traw (dumny jak paw),
wśród wielu swych zielonych spraw.
Ref.
To jest tulipan, to jest tulipan,
a tam jest dąb, a tam jest lipa.
To jest tulipan, to jest tulipan.

3) Jak wszystkie kwiaty kielich masz,
i wznosisz swą czerwoną twarz.
Ref.

4) Lecz już niedługo będziesz z nami,
bo wkrótce zostaniemy sami.
Ref.
Nadejdzie lato, nadejdzie lato,
i co ty na to, i co ty na to.
Nadejdzie lato.

“Zespół Niespokojnych Nóg”
(Adam Niezgoda & Jarek Szczepanek)
występ “Nawrócenie przedramienia” AD 1996
]]>
Jak zostać księgowym https://szczepanek.org/2003/03/31/jak-zostac-ksiegowym/ https://szczepanek.org/2003/03/31/jak-zostac-ksiegowym/#comments Mon, 31 Mar 2003 22:46:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1812 Kiedy pisałem pierwszą instrukcję Jak zostać pesymistą(<-- tu czytaj) dla Morning Chronicle traktowałem to zajęcie jako chwilowy kaprys zarozumiałego pisarza. Jednak gdy wczoraj wieczorem po raz kolejny oglądałem na kanale 6, film Co do grosza według powieści Jeffrey’a Archer’a – pod tym samym tytułem. Zadzwonił do mnie Edi i z charakterystycznym oksfordzkim akcentem powiedział: Czekam na nową instrukcję! Zacząłem się tłumaczyć, że nie mam czasu, bo właśnie wyjeżdżam na ryby (nocą lepiej biorą). Ale Edi jak zawsze pozostał nieustępliwie-napastliwy. Tak więc dokończyłem wpatrywania się w szklany ekran i rozpocząłem swoje późno-nocne rozważania z fusów.

Dzisiaj najbardziej korzystną dziedziną pracy zdaje się być księgowość. Każdy chce podliczać wpływy, wydatki i straty. Niestety nie od razu dostaje się pracę na Wall Street, a tym bardziej w Bank of England.

Aby zostać księgowym konieczna jest drobna inwestycja finansowa oraz krótkie przeszkolenie. Na początek należy zakupić kapownik, powtarzam mniej uważnym czytelnikom, KAPOWNIK. Kiedy już zdołaliśmy go zakupić, należałoby się zastanowić nad graficznym rozplanowaniem jego zawartości. Musimy wybrać kategorię, w której będą prowadzone nasze sprawozdania.

Oto kilka bardziej popularnych typów:
1) kategoria punktowa,
2) kategoria znakowa,
3) kategoria przyszłościowa,
4) kategoria towarzyska,
5) kategoria osobista.

Cechą wspólną tych kilku kategorii, kapownikowych sprawozdań jest przyporządkowanie naszym znajomym określonych wartości: liczbowych, literowych albo opisowych. Zapytasz z wyrzutem Na co mi kapownik? Ja to wszystko w głowie opracowywuję! I tutaj popełniasz pierwszy błąd na trudnej i wyboistej drodze do zgłębienia księgowości.
Prowadzenie kapownika jest NIEZBĘDNE!!! w celu utrzymania jedynych i słusznych (korzystnych) stosunków towarzyskich. Przyjrzyjmy się teraz poszczególnym kategoriom.

ad 1) W kategorii punktowej określamy liczbowo zasługi naszych znajomych na przykład: 10pkt. – dał mi łapówkę, 3pkt. – dał się spławić, -5pkt. – chciał aby mu w czymś pomóc. Sam ustalasz swoją punktację!

ad 2) W kategorii znakowej wykorzystujemy znaki “+” i “-“. Należy pamiętać, że dwa “-” niegdy nie stanowią jednego “+”. Ponadto dopiero trzy “+” równoważą jeden “-“. Przed postawieniem “+” z wnikliwością należy przebadać jeszcze raz osobnika, który na niego pozornie zasłużył. Mógł nas przecież oszukać, maskując swoje właściwe uczucia. Podsumowanie raz w miesiącu.

ad 3) Kategoria przyszłościowa dla ludzi sukcesu. Wpisujemy dane o znajomych i systematycznie wykreślamy tych, którzy nie otwierają przed nami nowych perspektyw. Co więcej nie stanowią dla nas dobrej drogi do dalszej kariery. Koniecznie próbujemy nawiązać kontakty z członkami partii będącej już albo za chwilę u władzy.

ad 4) Kategoria towarzyska tak zwana Elitarna!. Do naszego kochanego kapownika wpisujemy tylko te osoby, które mają kilka liter przed nazwiskiem na przykład: sir, dr, prof &c. Dzięki tym wspaniałym tytułom osoby te są warte naszej uwagi i konwersacji. Mamy przy tym świadomość nieco większych wydatków w tej kategorii. Trzeba się początkowo (nie mając tytułu) wkupić do tego towarzystwa, albo kupując tytuł albo kupując znajomość. Oczywiście listę należy modyfikować i ograniczać do około 50-ciu stałych kontaktów.

ad 5) Kategoria osobista dla wytrwałych 😉 Tutaj panuje całkowita dowolność w kreowaniu naszych preferencji. Tą kategorię lubię najbardziej, ponieważ mogę w niej bezkrytycznie notować moje spostrzeżenia i myśli na temat nowo poznanych ludzi. Bardzo jasno widać w niej, czy warto się z kimś spotkać, czy też nie.

W moim przypadku Edi już dawno wyleciał z wszystkich kategorii. najgorsze notowania ma w kategorii osobistej, bo nie zmieścił się w pierwszej 100-ce opłacalnych znajomych. Jak to mawiamy w naszym londyńskim klubie golfowym: My nie Francuzi żabojady, u nas liczy się konkret a nie fasady, w stylu “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Najnowocześniejsze kapowniki to specjalne programy komputerowe, umożliwiające natychmiastowe podsumowanie każdej z kategorii. Komputer pamięta za nas i przypomina nam, co się opłaca robić i z kim się opłaca spotykać.

PS
Jeśli dalej wierzysz w powyższe bzdury Drogi Czytelniku, to masz problem ;D Najlepiej kup kapownik i zapisz sobie w nim 1000pkt. za konkretne podejście do życia*.

John Bosoit [alias Jarosław Szczepanek ;-)]
“Zapiski na bilecie, a może blankiecie”

b.Londyn 1.4.3002

* Konkretne podejście do życia, opisane przez kochanego G.Orwella w 1984 i Folwarku zwierzęcym. Jednym słowem zdałeś!!! egzamin na księgowego. Pamiętaj dzisiaj jest Prima Aprilis ;D

]]>
https://szczepanek.org/2003/03/31/jak-zostac-ksiegowym/feed/ 1
Chórzysta na Dalekim Wschodzie (2) https://szczepanek.org/2002/12/09/chorzysta-na-dalekim-wschodzie-2/ Mon, 09 Dec 2002 22:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1825 Continue reading ]]> Chórzysta na Dalekim Wschodzie 2.1Busan – piękne miasto portowe – wita nas deszczową pogodą. Nowoczesna architektura (np. wspaniały długi most nad zatoką łączący dwie części miasta) wzbudza mój szczery podziw. To miasto dwóch uniwersytetów, przemysłu i malowniczej dzielnicy portowej z mnóstwem targowisk. W nadmorskiej dzielnicy Haeundae jest mnóstwo małych knajpek, przed którymi w akwariach pływają ryby i różne stwory morskie. Można sobie coś wybrać i zamówić do degustacji.

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 2.2W górach na obrzeżu miasta stoi buddyjska świątynia Beomeosa. Wybierając się tam chciałem choć przez chwilę zaznać prawdziwego smaku życia Koreańczyków. Drogę do świątyni – parę kilometrów pod górę – przeszedłem z Chlipem pieszo. Po drodze trafiliśmy na małą piękną kapliczkę i miłą kawiarenkę podróżną. Warto było wstąpić dla kilku chwil smakowania podanej gościnnie zielonej herbaty i wsłuchiwania się w melodykę rozmów Koreańczyków. Kilka chwil życia bez języka polskiego i angielskiego. Ostatni odcinek drogi do świątyni wzbudza we mnie mieszane uczucia. Zniknęła gdzieś cisza, pojawili się sprzedawcy jedzenia i pamiątek, hałas pieśni tradycyjnych. Świątynia to jakby buddyjski kompleks obiektów klasztornych, pięknie zachowany i oddychający modlitwą buddyjskich mnichów, żyjących poza panującym wokół turystycznym gwarem.

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 2.3Wspomnę o jedzeniu serwowanym nam codziennie przez organizatorów Olimpiady Chóralnej. Na śniadanie zimna jajecznica, zupka (odważni spróbowali) i ryż, na obiad lub kolację ryż (zawsze bezpieczny, choć ten się kleił), jakieś mięso – coś jakby gulasz, ogórki kiszone kwaśno-słodkie i kapustka po koreańsku, śmierdząca wszystkimi smrodami świata. Ogólnie jedzenie w Korei dla Europejczyka pachnie co najmniej dziwnie, choć czas pomaga się z tymi zapachami oswoić.

Powrót z Busan był jeszcze trudniejszy, bo zupełnie zabrakło biletów kolejowych. Uratowały nas fantastyczne autobusy nocne. Udało się kupić bilety i dzięki temu poznać autobus o trzech rzędach luksusowych foteli z podnóżkiem i oparciem pod głowę. Jedynie zapięty pas bezpieczeństwa nieco mnie krępuje. Ale 5-godzinna podróż do Seulu to fantastyczny wypoczynek.

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 2.4Na sam koniec naszej koreańskiej przygody czekała nas niespodzianka, czyli życzliwy i dobrotliwy taksówkarz. Podjechał pod przystanek, zaproponował podwiezienie na lotnisko Inchon znajdujące się na wyspie kilkadziesiąt kilometrów od Seulu. Podał atrakcyjną cenę, równą cenie biletów autobusowych. Wsiedliśmy i pojechaliśmy z bagażami przywiązanymi do zderzaka samochodu, przy otwartym bagażniku. Sielanka trwała do bramki na autostradzie. Otóż opłata jest przerzucana na pasażera, tak więc przejazd okazał się być jednak droższym. Potem już był tylko kilkunastogodzinny lot ku Europie.

Ta wyprawa uwrażliwiła mnie na znaczenie słowa “Azja”. Często rozumiane jest jako zacofanie intelektualne, kulturalne, gospodarcze i technologiczne. Po powrocie do Polski i wpadnięciu w retorykę powyborczą byłem już pewien, gdzie jest tak rozumiana Azja.
Udział polskiej ekipy w Olimpiadzie Chóralnej zakończył się wielkim sukcesem, biorąc pod uwagę brak aklimatyzacji i zupełnie odmienną kulturę panującą w Korei. Siódme miejsce w klasyfikacji medalowej Olimpiady ogłoszono światu za pośrednictwem wielkiej gali telewizyjnej w BEXCO. Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego zdobył dwa złote medale i jeden srebrny (dodatkowy trzeci złoty medal otrzymał dyrygent za wybitne dyrygowanie), mój chór Akademicki Chór Politechniki Śląskiej – trzy srebrne. W tyle pozostały takie potęgi kulturalne jak Amerykanie, Niemcy (organizatorzy przyszłej Olimpiady Chóralnej w Bremie 2004), Holendrzy i Włosi. Szkoda, że naszego sukcesu nikt w Polsce nie zauważył…

opublikowano w sprawa.pl nr 45 – 9 grudnia 2002

]]>
Chórzysta na Dalekim Wschodzie (1) https://szczepanek.org/2002/11/25/chorzysta-na-dalekim-wschodzie-1/ Mon, 25 Nov 2002 22:00:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1824 Continue reading ]]> Chórzysta na Dalekim Wschodzie 1.1W połowie roku moje marzycielskie plany nabrały regularnych kształtów: Akademicki Chór Politechniki Śląskiej jedzie do Korei na Olimpiadę Chóralną 19-27 listopada 2002 w Busan! Przez długie tygodnie trwają dodatkowe próby; jedyni reprezentanci Polski nie mogą pójść śladem polskich piłkarzy! Pod koniec września dociera do nas radosna wiadomość: oprócz nas jedzie do Korei Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego i Katedralny Chór “Cantate Deo” z Koszalina. Plan podróży rodzi się w biegu. Tuż przed wyjazdem okazuje się, że koreańskie autobusy są za małe i 7 osób musi podróżować z lotniska Inchon pod Seulem do Busan innymi środkami komunikacji. Kolega z chóru organizuje 7-osobową ekipę śmiałków. Do Seulu jedziemy zatem fantastycznym, szczęśliwie znalezionym małym vanikiem, “czule” się gniotąc (bez wątpienia Koreańczycy są mniejsi). W drodze słuchamy barwnych opowieści: na przykład wiadukt nad autostradą okazuje się zaporą przeciw czołgom z Północy, w chwili ataku mają zostać zdetonowane materiały wybuchowe i kilkanaście ton żelbetu zabarykaduje autostradę. Wjeżdżając do Seulu obserwujemy olbrzymie góry – zrekultywowane wysypiska śmieci. Pierwsze ogólne wyobrażenie o mieście: wielka wioska zbudowana bez ładu i składu, niska zabudowa i wieżowce.

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 1.2Dojeżdżamy na dworzec kolejowy. Jest piątek i są tylko 3 bilety do Busan na najbliższe 3 dni. W Korei w pociągu wolno zajmować tylko miejsca siedzące, na dodatek przy wejściu na peron trzeba okazać bilet, a przy wychodzeniu na stacji końcowej ów bilet oddać. Bierzemy to co jest i polskimi czekoladkami próbujemy przekonać Koreankę z informacji do dalszych poszukiwań. Mamy tu wrócić za kilka godzin, z nadzieją na kolejne 4 bilety. W tym czasie udajemy się na mały rekonesans po okolicy. Pod ambasadą amerykańską pełno służb porządkowych, obawy przed zamachami terrorystycznymi i kolejnymi manifestacjami. Dojeżdżamy do ambasady Polski i udajemy się do pobliskiego muzeum historii Korei. Olbrzymie bogactwo eksponatów – niestety większość opisana po koreańsku, czyli w “krzaczkach”. Ogólnie znajomość języków obcych kuleje. Próby podjęcia dialogu po angielsku w większości przypadków kończą się pięknym uśmiechem rozmówcy… Dzielnica rządowa jest pełna tajniaków, budek strażniczych etc., wyczuwa się stan ciągłego zagrożenia rozruchami.

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 1.3Wieczorem wracamy na dworzec… Uff… są cztery bilety. Uspokojeni wyruszamy – Chlip, Tenor i ja – na nocne zwiedzanie Seulu. Wbrew pozorom to najlepsza pora na zapoznanie się z nieznanym, obcym i być może niebezpiecznym 9-milionowym miastem. Idziemy prosto przed siebie, z zamiarem obejścia centrum dużym kołem. Urzeka mnie niesamowita ilość kolorów, zapachów i nowych wrażeń. Co krok jakaś mała knajpka. Na ulicy mimo późnej pory pełno ludzi wychodzących w radosnym stanie z restauracji, hoteli i innych przybytków. Metro i komunikacja już nie funkcjonują, więc wszyscy walczą o taksówki.

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 1.4To co od razu dziwi, to zupełnie inny stosunek do dotyku. Prawie wszyscy mężczyźni i kobiety czule obejmują się na ulicy lub prowadzą za ręce, bez erotycznego podtekstu znanego w świecie Zachodu. W trakcie tej nocnej wędrówki mapa Seulu okazuje się nic nie wartym świstkiem papieru. Widać uczyli się kartografii od Sowietów z czasów realnego socjalizmu. Jeśli jest skrzyżowanie, to na mapie go nie ma, ulice prostopadłe nie są prostopadłe. Pomagają nam w końcu tubylcy i jakimś cudem odnajdujemy drogę na dworzec… Mijamy nocnych dostawców ryb i owoców morza. Niesamowite wrażenie robią duże sześciany suszonych ryb leżące sobie na chodniku – świeży towar na poranne zakupy, a co z higieną?

Chórzysta na Dalekim Wschodzie 1.5Ulice w tej części miasta zaczynają przypominać Nowy Jork. Zaczyna się odczuwać serce wielkiej Metropolii. Na ulicach tyle samochodów, co na Marszałkowskiej w samo południe. Niespodziewanie wkraczamy do dzielnicy Czerwonych Latarń. Przechodzimy przez nią unikając nagabujących nas Koreańczyków. Przed 3.00 docieramy na dworzec. Kilka godzin trwania w półśnie na małych krzesłach – i już jedziemy do Busan. Kelner roznosi po pociągu pudełka z jedzeniem – z kształtu przypominają pizzę, jednak w środku ukazują się koreańskie śmierdzące przysmaki z owoców morza.

opublikowano w sprawa.pl nr 44 – 25 listopada 2002

]]>
Materiały źródłowe – czy aby nie zapomniana przeszłość? https://szczepanek.org/2002/11/23/materialy-zrodlowe-czy-aby-nie-zapomniana-przeszlosc/ https://szczepanek.org/2002/11/23/materialy-zrodlowe-czy-aby-nie-zapomniana-przeszlosc/#comments Sat, 23 Nov 2002 20:53:00 +0000 http://szczepanek.org/?p=1811 Continue reading ]]> Wstępem do tych rozważań i ich integralną częścią jest wpis w blogu z dnia 23 listopada AD 2002.Świat mediów

Świat mediów — świat sensacyjnej informacji, jakby tylko nią żyjący. Z jednej strony media stoją na straży prawa do wolności przekazu informacji, z drugiej strony te same media dopuszczają się podstawowych błędów w opisie faktów. Co więcej, piętnując czyjeś postępowanie, czynią to nie tyle z bezinteresownej walki o prawdę, lecz w celu zapewnienia sobie większej popularności. Jest dla mnie coś przerażającego w piętnowaniu przez polskie media negatywnych zachowań Leppera, o.Rydzyka czy też ostatnio o.Palecznego, przy zupełnym pomijaniu pozytywnych postaci życia politycznego czy też kościelnego jak chociażby ks.Wojciech Drozdowicz1. Media oskarżają, wydają ocenę, przynaglają następnie redaktorów zawodowych i “domowych” do kolejnych coraz mocniejszych w języku i wnioskach komentarzy. Zarazem media same promują postawy Leppera, o.Rydzyka i o.Bogusława Palecznego2. Dlaczego? Ponieważ pomimo licznych propozycji bojkotu medialnego tych osób, cały czas goszczą one w materiałach filmowych i wszelkiej maści artykułach. Nie mam na myśli stosowania cenzury, lecz zasady dobrego smaku. Naprawdę niesmacznym jest dla mnie, gdy po raz n-ty widzę chamstwo Leppera i słyszę kolejny komentarz oburzonego dziennikarza.

Szacunek dla własnego słowa, nakazuje raz coś skomentować i zakończyć dany temat. Nie zaś cyklicznie, w tej samej formie, dawać się podpuszczać ludziom łaknącym medialnego rozgłosu. Podobnie w przypadku dwóch wymienionych powyżej osób. Akcje tych osób żyją tylko i wyłącznie wtedy, gdy są sprzedawane medialnie. Niejako współistnieją one z sensacją dziennikarską — tworząc jakby zamknięty krwioobieg. Dziennikarz pisze – pełen oburzenia – o takiej osobie “źle postąpił… zgorszył obecnych na sali”. Jednak, gdy ta osoba, daje znać gdzie i kiedy będzie robiła następną zadymę. Dziennikarz ów jedzie tam jako pierwszy — bo będzie sensacja! Natomiast gdyby nie pojechał, to być może taka osoba musiałaby odstąpić, od tej formy protestu, ponieważ nie miałaby słuchaczy! Zarazem odebrałoby to tym osobom siłę zadymowej walki! Kiedyś w Polsce obowiązywał wspaniały zwyczaj spacerów podczas Dziennika Telewizyjnego. Spacerów, które były protestem przeciw Stanowi Wojennemu, WRON’ie, propagandowym programom PZPR i indoktrynacji politycznej.

Niestety dzisiaj chęć przedstawiania sensacji przez pryzmat zła, jest większa niż przez pryzmat dobra. Całe zdarzenie w kościele Pokamedulskim na warszawskich Bielanach jest o tyle smutne, że media opisały i ukazały tylko głupie zachowanie o.Palecznego. Zamiast pokazać światłą myśl intelektualną ks.Drozdowicza, który prowadzi liczne inicjatywy służące rozwojowi intelektualnemu młodzieży i otwieraniu jej oczu na piękno i zagrożenia świata współczesnego. W mediach można znaleźć ogrom artykułów opisujących działalność Leppera, o.Rydzyka i o.Palecznego. O wspaniałym siewcy Ziarna Bożego ks.Drozdowiczu wzmianek prawie nie ma.

Drugi problem to efekt lawiny medialnej, coraz mocniejsze słowa bez zaznajomienia się z materiałami źródłowymi, i bez ich zanalizowania. Użyję ostrego słowa — brak rzetelności dziennikarskiej, “bo od myślenia nie zwalnia nas, odnośnik do najbardziej zacnego tytułu prasowego”!

Materiały źródłowe

Materiały źródłowe to pojęcie coraz częściej usuwane z masowej świadomości społecznej. Człowiek współczesny z jednej strony krzyczy “nie wierzę politykom”, nie oglądam TV, nie słucham radia… Z drugiej strony coraz częściej wierzy, tekstom zamieszczanym w wirtualnej przestrzeni i nie poddaje ich krytycznemu osądowi. We wszelkich publikacjach występują dwa rodzaje tekstów:

1) “materiały źródłowe” – pierwsza informacja, pierwszy artykuł podpisany imieniem i nazwiskiem autora, albo w przypadku agencji prasowej depesza podpisana nazwą firmy,

2) “materiały wtórne” – jest to informacja powielona, najczęściej skrócona wersja “materiału źródłowego”. W większości przypadków materiały powielone gubią jakąś istotną część “materiałów źródłowych” w pewnym sensie przekłamując, a w skrajnej sytuacji zakłamując rzeczywistość.

W ostatnich dniach nastąpił istny wysyp wiadomości, powstałych w oparciu o artykuł pana Zbigniewa Modrzewskiego Kuszenie księdza Palecznego wydany dnia 16 listopada 2002r. przez Super Express. W moich rozważaniach świadomie ograniczę się (uprzedzam Cię o tym Drogi Czytelniku) do opisu zdarzeń, nie odnosząc się do zamieszczanych w publikacjach not o filmie (sic!).

Na potrzeby tych rozważań zacytuję część artykułu dotyczącą dramatycznych wydarzeń w Krakowie:

Kuszenie księdza Palecznego

Ksiądz Bogusław Paleczny nie dopuścił do pokazu filmu “Ostatnie kuszenie Chrystusa”.

W czwartkowy wieczór w podziemiach kościoła pokamedulskiego na Bielanach miała się odbyć projekcja filmu “Ostatnie kuszenie Chrystusa”. Do sali pełnej studentów wpadł ks. Bogusław Paleczny, wyrwał płytę DVD z rąk obsługującego sprzęt studenta, i na oczach zdumionego tłumu połamał ją.
Projekcji nie będzie, proszę iść do domu – tymi słowami odezwał się, znany z organizowania protestów bezdomnych na Dworcu Centralnym w Warszawie ks. Bogusław Paleczny. – Zrobiłem to, aby uchronić was od grzechu. Ten film to bluźnierstwo – dodał.

Ksiądz z obstawą

Paleczny był ubrany po cywilnemu, więc organizator przeglądu, znany publicysta i krytyk Krzysztof Kłopotowski, próbował dowiedzieć się, z kim ma do czynienia. W odpowiedzi otrzymał wizytówkę.
Po chwili pojawił się proboszcz kościoła ks. Wojciech Dawidowicz [Drozdowicz wg spisu kapłanów Archidiecezji Warszawskiej (JS)]. Kiedy zorientował się, co się stało, poprosił grzecznie Palecznego o opuszczenie budynku. Wyszedł, ale podejrzewając, że organizatorzy mogą mieć jeszcze jedną kopię filmu, wrócił po pięciu minutach. Tym razem w towarzystwie czterech osiłków.
– Wyglądali jak bandyci – opowiada Agnieszka Zwierzyniecka studentka polonistyki i uczestniczka seansu. Zebrani poczuli się nieswojo. Ksiądz Dawidowicz czując, że to nie żarty, postanowił rozładować atmosferę.
– Widzę, że przyszedł pan z obstawą – zaśmiał się na widok intruzów. Ci jednak nie byli w nastrojach do dowcipów. Kiedy Paleczny upewnił się, że nie ma zapasowej kopii filmu, wyszedł razem z mężczyznami.

Filmu nie widział

– Wie pan co jest najśmieszniejsze w tej historii? Że ks. Paleczny tego filmu nie widział – odezwał się po chwili jeden ze studentów do Kłopotowskiego. – Wiem, bo go sam o to zapytałem.
Reszta zgromadzonych nie kryła oburzenia.
Jest to przejaw nietolerancji religijnej. Bo film, pomimo skandalu, jaki wywołał, jest zgodny z nauką Kościoła. Opowiada o walce pierwiastka boskiego i ludzkiego w Chrystusie – mówi Krzysztof Kłopotowski.
– Dla mnie takie zachowanie jest zupełnie niezrozumiałe, jak można tak powierzchownie traktować religię? – mówi Agnieszka Zwierzyniecka.
Ksiądz Wojciech Dawidowicz [Drozdowicz wg spisu kapłanów Archidiecezji Warszawskiej (JS)] usiłuje bagatelizować sprawę. – Nie chcę komentować zachowania ojca Palecznego. Mogę powiedzieć tylko tyle: jest kościół Palecznego, Rydzyka i jest kościół ks. Tischnera. Film miał być prezentowany w ramach przeglądu dzieł zmuszających do refleksji na temat kondycji ludzkiej i pytań o Boga.
Przez cały dzień nie udało nam się skontaktować z ojcem Palecznym. – Nie odbiera telefonu komórkowego, jeśli nie wie, kto dzwoni – poinformowano nas pod jednym z numerów widniejących na wizytówce.[…]

 

Zbigniew Modrzewski
Super Express

Tekst podkreślony – został zamieszczony dnia 18 listopada 2002 w serwisie Filmweb.pl: Polski Portal Filmowy jako wiadomość newsroom’u i opatrzony następującym tytułem: Ks. Paleczny vs.”Ostatnie kuszenie Chrystusa”.

Tekst wyróżniony na czerwono – został zamieszczony z drobnymi zmianami dnia 16 listopada 2002 w serwisie Stopklatka – Internetowy Serwis Filmowy jako wydarzenie i opatrzony następującym tytułem: Ten film to bluźnierstwo. Przerwany pokaz “Ostatniego kuszenia Chrystusa”.

Na bazie tych tekstów – “materiałów wtórnych” wywiązała się zażarta dyskusja na forum Stopklatki i FilmWeb. Oczywiście w obu umiejscowiono informację i odesłano do “materiałów źródłowych”, jednak współczesny człowiek nie ma czasu na dalsze szukanie, od razu przystępuje do wyrażania swych poglądów.

Informację tą następnie omówił Shot w Wycinkach rzeczywistości odsyłając linkiem do FilmWeb, a nie bezpośrednio do Super Expressu. Potem Chlip omówił w bestii odsyłając linkiem do FilmWeb’a za Shotem bez bezpośredniego odesłania do Super Expressu.
Pojawia się pytanie czy obaj panowie zapoznali się z tekstem źródłowym, przed napisaniem komentarza – obawiam się, że nie… Z drugiej strony mieli do tego pełne prawo!

Gdyby jednak “materiał źródłowy” przeczytali, wtedy być może Chlip uniknąłby powtórzenia stwierdzenia obawiam się, na własne oczy nie widział.. =), zawartego w “materiale źródłowym” i stanowiącego zarazem tytuł jednego z akapitów tamtej publikacji.

W przypadku Shot’a, być może nie mielibyśmy do czynienia z tak ostrym atakiem na Kościół. Przecież projekcja “Ostatniego kuszenia Chrystusa” została przygotowana za zgodą ks.proboszcza Wojciecha Drozdowicza, właśnie w podziemiach jego kościoła parafialnego. Co więcej zadbano o głębokie zrozumienie filmu poprzez osobę organizatora przeglądu, znanego publicystę i krytyka filmowego pana Krzysztofa Kłopotowskiego3 (a nie księdza czy też ojca), który jak śmiem twierdzić miał słowo wstępne, a następnie po obejrzeniu filmu miał moderować dyskusję, tak jak się to zazwyczaj w Duszpasterstwach Akademickich odbywa. Co do pozostałych wątków komentarza:

1) Argumentu o narzucaniu przez Kościół zakazu handlu w niedzielę, doprawdy nie rozumiem. Urząd Nauczycielski (Magisterium) Kościoła Katolickiego w osobie Jana Pawła II ogłosił w Watykanie, dnia 31 maja 1998r, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego List apostolski Dies Domini (Dzień Pański) do Biskupów, Kapłanów i Wiernych o świętowaniu niedzieli. Jest to dokument skierowany do Kościoła (a nie Państwa) i ukazuje głębię życia chrześcijańskiego i wynikające z niej konsekwencje. W Polsce zgodnie z Konstytucją RP prawo stanowi Sejm i Senat, a ustawy podpisuje Prezydent RP. W żadnym z tych organów nie zasiadają kapłani, ani zakonnicy, więc nie mówmy, że Kościół stanowi prawo. Natomiast osoby głoszące choćby jak LPR “genialne teorie”, że są jedynymi przedstawicielami Kościoła pozostawiam bez komentarza, aby się nie ośmieszać.

2) Zmiana nazwy ulicy nie jest decyzją hierarchii kościelnej, lecz wg prawa polskiego samorządną decyzją Rady Miejskiej! Obawiam się, że w przypadku opisanym przez Shota, mogła to być wręcz nadgorliwość radnych, pragnących przypodobać się wyborcom. W Gliwicach w z okazji Roku Prymasowskiego Rada Miejska także podjęła bardzo kontrowersyjną uchwałę o zmianie nazwy ulicy. Niestety radni nie wysłuchali propozycji o przemianowaniu części mniejszej ulicy w pobliżu kościoła katedralnego, co nie pociągnęłoby za sobą dużych kosztów (nie ma tam siedziby wielu instytucji, jak i budynków mieszkalnych). Rada Miejska okazała się “mądrzejsza” i zmieniła nazwę głównej ulicy w centrum Gliwic, doprowadzając do rozpaczy dziesiątki kupców, biur projektowych i wszelkiego rodzaju instytucji, a w następstwie do rozprawy w sądzie.

Merytoryczna dyskusja

Merytoryczna dyskusja, aby taką była, winna być oparta na faktach i materiałach źródłowych, a nie ich omówieniach. Poza tym powinna dotyczyć sedna sprawy, nie zaś jej zewnętrznych uogólnień. Czasem trzeba poddać krytycznej analizie, nawet materiały źródłowe, w tym wypadku używanie tytułu ksiądz zamiast poprawnego ojciec Kamilianin. Co więcej dziennikarz myli fakty w “materiale źródłowym”, podając błędnie nazwisko ks.proboszcza, pisząc “Dawidowicz” zamiast “Drozdowicz”!

Problemem w opisanym zajściu był człowiek, który zakłócił zgromadzenie wspólnoty, przez co w jakimś stopniu z tej wspólnoty, jakby a priori się wyłączył. Natomiast medialny bełkot, oskarża właśnie tą wspólnotę o winę za zaistniałą sytuację. Po lekturze “materiałów wtórnych i powtórnych”, można odnieść wrażenie jakoby jakaś bliżej nieokreślona grupa zbierała się w podziemiach kościoła Pokamedulskiego – bez zgody Kościoła – za co została przykładnie ukarana zniszczeniem płyty DVD. Nic bardziej mylącego! W relacjach medialnych, jest jakaś niespójność przyczynowo-skutkowa, wszak jak wykazują wszystkie materiały pomocnicze, projekcja ta odbywała się właśnie za zgodą i przy akceptacji Kościoła (sic!).

——————–
1 ks. Wojciech DrozdowiczKs. Wojciech Drozdowicz
znany sprzed wielu lat z telewizyjnego “Ziarna”, które stworzył. Następnie na misjach w Kazachstanie i Syberii. Obecnie jest proboszczem (w parafii od 1999r.) kościoła Pokamedulskiego na Bielanach pod wezwaniem Bł. Edwarda Detkensa spośród Stu Ośmiu Męczenników. Zarazem jest Duszpasterzem Młodzieży Akademickiej na Uniwersytetecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ponadto jest twórcą wielu inicjatyw otwierających kościół na świat współczesny. Są one bardzo ważne, ponieważ na terenie parafii znajdują się ośrodki nauki i wzrastania młodego człowieka: Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego, Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie, Akademia Wychowania Fizycznego im. Józefa Piłsudskiego, Archidiecezjalne Męskie Liceum Ogólnokształcące im. Bł. Ks. Romana Archutowskiego i Archidiecezjalne Gimnazjum Męskie im. Ks. Jerzego Popiełuszki.
Msze święte niedzielne gromadzą wielu warszawiaków, a “podziemie kamedułów” zaprasza na ciekawe spektakle teatralne oraz występy czołowych artystów kabaretu i estrady m.in.: Tomasza Stańki, Wojciecha Konikiewicza, Elżbiety Wojnowskiej, Antoniny Krzysztoń i wielu innych. Oprócz tego Jest inicjatorem niedzielnych koncertów muzyki sakralnej pod nazwą Arcydzieła Muzyki Sakralnej. Jego niezwykłą posługę kapłańską krótko scharakteryzował ks.Tymoteusz.

2 O.Bogusław Paleczny jest zakonnikiem Kamilianinem (MI) i dlatego mówimy ojciec Paleczny (niezalażenie od sympatii i antypatii), a nie ksiądz Paleczny jak to napisał pan Zbigniew Modrzewski z Superexpressu. Być może w swoim artykule oparł się na notce biograficznej zawartej w portalu GW (który chyba nie jest najbardziej kompetentny w sprawie nazewnictwa stosowanego w Kościele katolickim).

3 Krzysztof Kłopotowski
Na XXVII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni 2002r. Zarząd Stowarzyszenia Autorów Filmowych przyznał nagrodę Ostrego Pióra dla najciekawszego zjawiska polskiej kinematografii. Laureatem nagrody został Krzysztof Kłopotowski. (Stopklatka)

]]>
https://szczepanek.org/2002/11/23/materialy-zrodlowe-czy-aby-nie-zapomniana-przeszlosc/feed/ 1