PM 18. Duchowa pigułka reanimacyjna

Pełnia Modlitwy – Nauka o Modlitwie
18. Duch modlitwy

Można wskazać dwa praktyczne środki, które mogą pomóc w nabyciu ducha modlitwy. Po pierwsze, warto przyzwyczajać się do zaczynania każdej pracy od krótkiej modlitwy poświęcającej ją Panu Bogu. Po drugie, dobrze jest nauczyć się wykorzystywać na modlitwę te chwile wolne, których nigdy w ciągu dnia nie brak. I najbardziej zatrudnieni ludzie zawsze mają takie chwile przechodzenia od jednego zajęcia do drugiego lub z jednego miejsca na drugie, czekania na coś lub kogoś i jeśli nabiorą zwyczaju nie tracić tego czasu na marne, nie .pozwalać bujać myślom na wszystkie strony, ale zwracać je do Boga, to powoli powstanie w nich prawdziwa sprawność pod tym względem, którą właśnie nazywamy duchem modlitwy. Nawet we władzach zmysłowych pamięci i wyobraźni powstaną wówczas pewne stałe nawyki. Ale ponad tę sprawność przyrodzoną spłyną do duszy obfite sprawności nadprzyrodzone, z którymi Bóg czeka tylko na to; aby duszę, odpowiadającą tak chętnie Jego wezwaniom, złączyć z sobą coraz silniejszymi więzami. W ten sposób utrwala się w duszy pamięć na obecność Bożą, którą Pismo Święte nazywa chodzeniem przed Panem. Staje się ona potężną dźwignią na drodze świętości. […]

Że w okresie zobojętnienia wiary panowało wielkie uprzedzenie do różańca, nikogo nie powinno dziwić. Widziano w nim tylko składnik jego materialny, tj. paciorki, które palce przesuwają i zdrowaśki, które wymawiają usta, a nie dostrzegano czynnika duchowego, który wszystko ożywia, tj. tajemnic życia, śmierci i zmartwychwstania Zbawiciela. One to mają naszą myśl i serce regularnie karmić rozważaniem Jego życia i przez to wytworzyć w nich zespoły wyobraźni i myśli, które by się stale w duszy odzywały. (…) Tym się też tłumaczy, że to nabożeństwo, którego początki sięgają średniowiecza, z biegiem wieków coraz bardziej się rozpowszechniło i dziś wysunęło się na czoło wszystkich dodatkowych nabożeństw chrześcijańskich. […]

To, co powiedzieliśmy o różańcu, odnosi się, choć w mniejszym nieco stopniu, i do drugiego umiłowanego przez wiernych nabożeństwa, do Drogi Krzyżowej. Stawia ona przed oczami naszej duszy to, co w różańcu jest treścią tylko jednej części, a nawet tylko dwóch ostatnich jego tajemnic, mianowicie mękę krzyżową i już nie w dwóch, ale w czternastu scenach rozwija jej główne zdarzenia, rozpoczynając od chwili, kiedy Zbawiciel zostaje skazany przez Piłata na śmierć. Moment to w życiu Zbawiciela najważniejszy, toteż nigdy myśl ludzka nie przestanie nim się zajmować i nigdy serce chrześcijanina nie nasyci się skarbami miłości, które stacje Drogi Krzyżowej w sobie zawierają. Również więc Droga Krzyżowa, jeśli się ją częściej odprawia, udziela duszy jakby jakiegoś głębszego rezonansu na wszystko, co się odnosi do Męki Chrystusa Pana.

Narzekamy na brak czasu. Nie mamy sił. Ciągle gonimy z pracy do domu. Z domu do innej pracy. W przelocie spotykamy się z rodziną. Przy kolejnej Spowiedzi św., zasypujemy spowiednika wieloma “słusznymi” powodami braku czasu dla Boga.

o.Jacek Woroniecki OP mówi nam STOP! Daje nam na koniec swojej książki “duchową pigułkę reanimacyjną”. Ten rozdział należy kilka razy dokładnie przeczytać i realizować na co dzień.

Ponadto z mroku przyzwyczajenia, o.Jacek wydobywa dla nas duchową głębię Różańca św. i Drogi Krzyżowej. Należałoby nieustannie czytać ewangeliczne opisy poszczególnych tajemnic Różańca św., i rozważań stacji Drogi Krzyżowej.

Nie narzekaj na brak czasu. Wykorzystaj każdą chwilę na modlitwę. A czas (całe życie) stanie się modlitwą.

PS
Tym postem kończę rozważania dotyczące “Pełni modlitwy” o.Jacka Woronieckiego OP . Bóg zapłać za czytanie i dyskutowanie.

PM 17.3 Być jednością ducha i ciała

Pełnia Modlitwy – Nauka o Modlitwie
17.3 Modlitwa świętych na przykładzie modlitwy św. Dominika

Gdy ktoś przez ciekawość chciał się z ukrycia św. Dominikowi przyjrzeć, zdał mu się jako Mojżesz, który wszedł w głąb pustyni i zobaczył tam krzak gorejący, i usłyszał Boga mówiącego i zniżającego się do niego. Miał bowiem mąż Boży tę zwykłą prorokom łatwość przechodzenia raptem od czytania do modlitwy i od rozmyślania do kontemplacji. I gdy tak czytał w samotności, rad okazywał cześć książce, którą czytał, pochylał się przed nią i całował ją, szczególnie gdy był to rękopis Ewangelii lub gdy czytał słowa, które z ust Chrystusa wyszły. Czasem zaś, ukrywszy twarz w dłonie, odwracał się od książki i przykrywał sobie twarz kapturem i nieraz wtedy płakał pełen jakiegoś lęku i tęsknoty. Albo też jakby chciał podziękować komuś wyższemu od siebie za doznane dobrodziejstwa, podnosił się z lekka i kłaniał się z szacunkiem, a następnie już uciszony wewnętrznie i uspokojony, dalej czytał zaczętą książkę.

W rozmowach ze znajomymi, spotykam się z przeciwstawianiem duszy i ciała. Tak, jakby człowiek posiadał duszą albo ciało, nigdy obu równocześnie.

Być jednością duszy i ciała, to cel moich modlitewnych poszukiwań. Pragnę tak jak św.Dominik, przepełnić moje życie i osób mi najbliższych modlitwą. Dopiero wtedy, życie staje się harmonijne i uspokojone w Bogu.

Współczesny katolik, często boi się okazać zachwyt przeczytanym fragmentem Pisma św. Boi się okazać zachwyt głębią modlitwy, która go przepełnia. Zarazem głośno krzyczy o potrzebie wiary i zwołuje wszystkich do siebie, stawiając siebie w centrum wydarzeń. Jednak poza krzykiem głosu z ciała, ludzie nie potrafią u niego dojrzeć duchowej głębi, ponieważ nie jest dość przeźroczysty.

Być jednością duszy i ciała – pójść śladami Chrystusa, św.Dominika i o.Woronieckiego, wprowadzać w życie postanowienia i mądrości II Soboru Watykańskiego, to najlepsza droga ku przeźroczystości.

PM 17.2 Trening ciała a modlitwa

Pełnia Modlitwy – Nauka o Modlitwie
17.2 Modlitwa świętych na przykładzie modlitwy św. Dominika

Czasem zaś modlił się w duchu tak cicho, że nic zupełnie nie było słychać, i nieraz stał długo, trwał na klęczkach nieruchomy, jakby w zachwycie. Widać też nieraz było z wyrazu twarzy, że duch jego przeniknął niebo, bo oto twarz rozjaśniała się radością i łzy tryskały mu z oczu. I widać było, że czegoś gorąco pożąda, tak jak człowiek spragniony wody, gdy się zbliża do źródła, lub jak podróżnik, gdy już jest blisko swej ojczyzny. Wtedy zdawał się zmagać ze sobą i jakby nabierał mocy i szybko zaczynał się poruszać już to wstając, już to znowu klękając. Zachowywał jednak przy tym wielką godność ruchów. I tak już był przyzwyczajony do klęczącej postawy, że często w zajazdach w czasie podróży po trudach dnia czy nawet w drodze rad do niej powracał jako do najmilszego sposobu ofiarowywania swej służby Bogu. Zachęcał też do tego braci, więcej jednak przykładem niż słowem.

o.Woroniecki pisze o modlitwie św.Dominika, i ukazuje bogactwo postaw przyjmowanych na modlitwie. św.Dominik jawi się w tych opisach jako wielki sportowiec, szermierz i zapaśnik przygotowujący się do wytrwałej modlitwy i walki ze złem, nie tylko duszą ale i ciałem.

W tych opisach postaw św.Dominika na modlitwie, zauważam odbicie napominających słów Jezusa wypowiedzianych w Ogrójcu “Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.” (Mk 14,38)

Jest w tym treningu własnego ciała wielka mądrość. Ze spokoju i zjednoczenia Duszy i ciała, wynika spokój modlitwy. Trudno skupić się na modlitwie, gdy ciało nie potrafi uspokoić oddechu, czy też omdlewa w sen przy pierwszych słowach modlitwy. Są i osoby chore, które opanowując ból i bezwład własnego ciała, czerpią z ciała siłę do modlitwy duszy.

Przypominam sobie te wszystkie chwile, gdy w prosty sposób tłumaczyłem sobie zaśnięcie na wieczornej modlitwie, czy też podczas Mszy św. Tłumaczyłem się zmęczeniem i załatwianiem wielu “ważnych” spraw. św.Dominik ukazuje jednoznacznie, że nie ma ważniejszych spraw nad modlitwę. Do modlitwy trzeba także i ciało wytrenować, aby prawdziwie współistniało z Duszą.

Idąc śladami św.Dominika odnoszę wrażenie, że naszemu wzrostowi duchowemu, potrzebny jest czas treningu ciała na modlitwie w postawie nam właściwej, wielokroć bardziej, niż godziny spędzone przy monitorze komputera na “odkrywczych” debatach teologicznych.

Gdy po raz kolejny zasnę na modlitwie, zastanowię się po przebudzeniu co było tego przyczyną i będę te przyczyny eliminował!

PM 17.1 Podgladanie modlitwy

Pełnia Modlitwy – Nauka o Modlitwie
17.1 Modlitwa świętych na przykładzie modlitwy św. Dominika

[…] moja myśl zwróciła się do najdroższej mi postaci – św. Dominika, będącego w mym życiu zakonnym tym kamieniem, z którego sam zostałem wyciosany (por. Iz51, 1). Przemawiała za tym zresztą jedna ciekawa okoliczność: oto wśród najbliższego otoczenia św. Dominika chęć wykradzenia mu tej tajemnicy modlitwy była bardzo żywa, jak o tym świadczą zeznania braci przed kanonizacją i najstarsze żywoty spisane przez najbliższych jego towarzyszów lub na zasadzie ich opowiadań.

Uderza to szczególnie w żywocie Świętego, pióra Teodoryka z Apoldy, którego ostatni rozdział jest pod tym względem niezmiernie ciekawy. Dowodzi on, że w samej rzeczy św. Dominik, gdy się modlitwie oddawał, był podpatrywany, prawie chciałoby się powiedzieć – szpiegowany przez braci tak gorąco pragnących przeniknąć wielką tajemnicę modlitwy świętych. Z podpatrywań tych powstał osobny rozdział – tak prosty i naiwny, a tak pouczający zarazem, że trudno się oprzeć pokusie, aby go niemal w całości nie przytoczyć. Dodajmy, że w rękopisie autora tekst był ilustrowany obrazkami mającymi na celu pokazać te różne postawy, jakie św. Dominik przybierał na modlitwie. Mamy tu opowiadanie naocznego świadka (jednego czy kilku) i ono najlepiej dopełni nasze teoretyczne rozważania nad tymi przejawami pełni modlitwy, kiedy całkowicie opanuje ona człowieka i przeniknie do głębi jego ducha.

Zastanawiam się jak to jest dzisiaj. Gdzie można podpatrzeć prywatną modlitwę osób nam współczesnych. Czy dzisiejszy zanik podglądania, to kwestia braku wzorców osobowych, czy też brak głodu w nas? Szukamy mądrych książek o duchowości, ale czy podglądamy jeszcze postawy ciała na modlitwie?

Wspominam kilka zachwycających postaw, które z radością podglądałem i wykradałem. Chronologicznie spoglądając przypominam sobie ks.Konrada, który podczas peregrynacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, po skończonej liturgii i poza godzinami swojego czuwania, powrócił z zakrystii i schowawszy się za ołtarzem tak, aby nikt go nie wiedział z kościoła, usilnie się modlił całym sobą. Wspominam Błażeja, który jako pierwszy ukazał mi znaczenie pokłonu w liturgii brewiarzowej przy słowach Chwała Ojcu… Wspominam s.Różę, która ukazała mi postawę największej czci i szacunku dla Najświętszego Sakramentu. Wspominam także świadectwo Jana Pawła II-go i jego modlitwy brewiarzowej w Katedrze wawelskiej, transmitowanej przez TV.

Zastanawiam się także nad tym, czy moje zycie duchowe i religijne, jest widoczne w postawie ciała. Czy moje ciało współpracuje z duszą? Czy też ciało oddzieliło się od duszy, i gdy dusza Chwali Boga, to ciało jest temu obojętne.

Kogo dzisiaj można szpiegować na modlitwie?

PM 16.3 Niepokalana a zło

Pełnia Modlitwy – Nauka o Modlitwie
16.3 Modlitwa Maryi

Podstawą wszystkiego jest tu Boskie macierzyństwo Maryi oraz pierwszy jego owoc – Jej niepokalane poczęcie. Maryja została bowiem uchroniona od skazy grzechu pierworodnego w przewidywaniu zasług Chrystusa, którego miała być Matką. Oba te przywileje łączą się najściślej z sobą jako przyczyna i skutek – lub dokładniej – jako cel i środek, który doń przygotowuje. Ta, która miała w swym łonie począć Odkupiciela ludzkości z niewoli grzechu, musiała być sama wolna od wszelkiej najdrobniejszej jego skazy i to właśnie zapewnił Jej przywilej niepokalanego poczęcia. […]

Nie można wątpić, że Maryja jeśli nie wprost słowami z ust Jezusa, to przez wewnętrzne połączenie z Jego duszą otrzymała pełne zrozumienie Jego ofiary krzyżowej, tak iż na Golgocie Ona jedna pojmowała doniosłość wszystkiego, co się tam działo. I nie tylko pojmowała, ale pomimo bólu przenikającego Jej duszę, godziła się na tę ofiarę, mającą zadośćuczynić za grzechy całego świata i łączyła z nią ofiarę swego macierzyńskiego serca. Na tym opierają się te tytuły, które często Jej dajemy: Współodkupicielki rodu ludzkiego i Wszechpośredniczki wszystkich łask. Ona jedna brała czynny i świadomy udział swą modlitwą w akcie odkupienia, jakiego Chrystus dokonał na krzyżu swą śmiercią, a że aktem tym zdobył On wszystkie bez wyjątku łaski, jakie kiedykolwiek ludzkość uzyskała i uzyska, przeto i udział Jego Matki rozciąga się równie daleko, jak i zbawczy wpływ Syna.

Maryja została Niepokalanie poczęta, była wolna od grzechu pierworodnego i najdrobniejszej skazy. Dlaczegóż więc Maryja jest matką, której serce rani zło w najbardziej okrutny sposób? Czy i tego Pan Bóg nie powinien jej oszczędzić? Czy dobrego człowieka, może dotykać zło?

A Maryja rozważała Tajemnicę miecza boleści przenikającego jej serce i trwała na modlitwie.

Maryja została Matką Jezusa Chrystusa i jako ta Matka, przeżyła boleść męki i śmierci umiłowanego Syna. Dlaczego Maryja Trwała na modlitwie i Towarzyszyła Synowi po Krzyża Cień, przecież po ludzku powinna złorzeczyć oprawcom…?

Maryja otrzymała dar Niepokalanego poczęcia i dzięki niemu widziała prawdziwy początek i koniec ludzkiego życia w duszy i ciele. Ona nie zatrzymała wzroku na chwili śmierci Jezusa, tylko patrzyła w dal Zmartwychwstania. Zaufała bezgranicznie, że to Jezus Chrystus jej syn, człowiek i Bóg, ma władzę na Światem, nie zaś zło.

A Maryja rozważała Tajemnicę miecza boleści przenikającego jej serce i trwała na modlitwie.

Człowiek skalany grzechem pierworodnym, oczyszczony Chrztem św. nadal jest grzeszny, a przez to ma ciągoty do zawężania swojego pola widzenia, do cielesnego tu i teraz, tak jakby nie posiadał i Duszy. Stąd strach i negacja Boga – “jakże Bóg może być dobry, skoro był Oświęcim!” pada dramatyczne pytanie…

A ja się pytam dzisiaj, jakże Bóg może być dobry, skoro dopuścił do śmierci swego Syna umiłowanego i bolesnego ranienia serca Maryi, jedynej Niepokalanie poczętej? Dlaczego czyżby nie miał mocy panować nad złem???

Trzeba nam patrzeć w dal i wypływać na głębię, aby odkryć słabość i ulotność wszelkiego zła na ziemi. Trzeba nam na nowo odkrywać nieskończoną siłę Miłosierdzia Bożego i modlitwy, tak jak wtedy gdy grzesznik w ostatniej chwili swojego życia nawraca się i przeprasza za zło całego życia. Wtedy to jego Dusza ożywa sokami Miłosierdzia Bożego, choć ciało już słabe i marne.

Nie samym ciałem żyje człowiek!!! Nie samym ciałem…

A Maryja rozważała Tajemnicę miecza boleści przenikającego jej serce i trwała na modlitwie!