Marzyciel to ma-życie!

Tym którzy uważają, że nie warto!
Siedzę sobie tak przy stole i marzę. Nie! Nie marznę lecz Marzę. Zawsze przydarza mi się to w chwilach o dziejowym znaczeniu. Wtedy marzy mi się “Snickers” w nowym, urodzinowym opakowaniu. Lecz dzisiaj chwila szczególna, bo oto 75 lat stuknęło naszej Akademii i trzeba to jakoś rozmarzyć. Ponieważ przy każdym jubileuszu organizuje się wiele uroczystości, konferencji i podsumowań, zamarzyłem sobie spojrzeć marzycielsko w przyszłość naszej uczelni. Przyszłość pełną optymizmu, o ile społeczności akademickiej uda się spełnić kilka warunków:

  1. zaprzestaniemy się obawiać zmian,
  2. zaczniemy sobie nawzajem ufać,
  3. zrozumiemy, że to jest nasza Akademia (Twoja i moja).

Miałem możliwość wylania wielu krytycznych słów na papier w poprzednich numerach “Mówmy w C-dur“. Słowa te były przede wszystkim wyrazem troski o uczelnię. Pisałem o konieczności dokonania zmian w sposobie kształcenia. Późniejsze rozmowy upewniły mnie w przekonaniu, że dla wielu zmiana to odwołanie rektora i szukanie kozła ofiarnego. A przecież nie oto chodzi. Nie oszukujmy się, największym problemem jest zmiana naszej mentalności. Konieczne jest pozbycie się obaw co do wprowadzenia zmian w programie studiów i w sposobie kształcenia.

Coraz więcej studentów wyjeżdża na kursy i konkursy zagraniczne, uczestniczy w pracach orkiestr młodzieżowych i innych spotkaniach muzycznych. Powrót z tych imprez z całą ostrością ukazuje słabości nauczania w naszej uczelni. Społeczność akademicka boi się o tym mówić, ale najzdolniejsi studenci cały czas zastanawiają się jak stąd uciec (kończąc wcześniej studia albo biorąc urlop dziekański etc.). Nieprawdziwym jest przekonanie, że tego stanu rzeczy nie można zmienić.

Na początek zacznijmy od małych rzeczy. Na przykład zaprzestańmy palić papierosy w budynkach, salach, sekretariatach itp., gdzie nie ma wentylacji ani klimatyzacji. Wszak na dziedzińcu papierosek też dobrze smakuje. Serio mówiąc – zmiany muszą być konkretne a nie jak dotychczas pozorowane (np. studia orkiestrowe, zespoły kameralne etc.).

Moim zdaniem powinna zostać powołana komisja senacka d/s opracowania nowego programu studiów zgodnego z programami uczelni europejskich. Podstawą tej reorganizacji musi być zmiana nastawienia w pojmowaniu przedmiotu głównego. Obecny system wymagający zakończenia każdego semestru egzaminem komisyjnym, uniemożliwia jakąkolwiek przemyślaną pracę nad rozwojem techniki i osobowości artystycznej. Uważam, że egzamin z przedmiotu głównego powinien wieńczyć całoroczną (rozsądnie zaplanowaną) pracę pedagoga i studenta, tak jak ma to miejsce w innych uczelniach muzycznych Europy.

Podstawą tego systemu jest zaufanie, że student przychodzi na studia dla samego siebie, ponieważ chce studiować. Gra w orkiestrze, ponieważ chce (tzn. wie ile koncertów musi zagrać w ciągu studiów), chce dyrygować chórem etc. Obecnie nie do przyjęcia jest młody człowiek, który wie czego chce. Po prostu takich ludzi społeczność akademicka nie potrafi zaakceptować.

Istnieje niebezpieczeństwo niepowodzenia tych zmian, ale najpierw trzeba podjąć jakąś próbę. Chyba mało kto wierzył w budowę nowego budynku, a jednak beton się leje. Naszą uczelnię stać na wprowadzenie nowego sposobu kształcenia. Będzie to możliwe jednak dopiero wtedy gdy uwierzymy, że jest to nasza Akademia. Nasz Dom, w którym należy czasami posprzątać aby zobaczyć, że jest naszym domem.

Ja wierzę, że warto podjąć ten trud. A Ty?

PS. Kończę póki nie zaprzestałem zamarzania.

Jarosław Szczepanek
dla ” Mówmy w C-dur ” AD 1995 nr 4

Materializm – samoograniczenie?

Chciałbym opowiedzieć o rozważaniach młodego studenta nad ograniczającą rolą materializmu. Pewnego dnia po długotrwałym ćwiczeniu, przysnąłem w sali 219; we śnie ujrzałem jak moje ręce sięgają po materiały pomocne w kształceniu młodego oboisty, były to między innymi J. J. Quantz’a Versuch einer Anweisung der Flöte i E. Rothwell Oboe technique. Pomyślałem sobie: toż to czysty materializm. Miałem obawy, czy dzieła te nie znajdują się na indeksie ksiąg zakazanych (dla studenta), zgodnie ze słowami “nie interesuj się i nie filozofuj”. Po przebudzeniu byłem pełen wewnętrznego niepokoju. Postanowiłem całą tę sprawę zbadać w sposób szczegółowy. Na początek sprawdziłem znaczenie słowa “materializm”. Jest to kierunek filozoficzny przeciwstawny idealizmowi, a także postawa życiowa polegająca na kierowaniu się w postępowaniu przede wszystkim względami materialnymi, na rezygnacji z dążenia do celów idealnych w imię osobistych korzyści, wygód i przyjemności życiowych. Przypomniały mi się czasy lekkiego komunizmu, na który udało mi się jeszcze załapać. Przez 40 lat człowiek musiał często zapominać o otaczającym go świecie; walczyć o swoje prawa w kolejkach, nie wiedząc “za czym kolejka ta stoi”. Dzisiaj wkraczamy w kapitalizm, pełni ufności w wielkość pieniądza; tyle tylko, że materializm może się jeszcze trochę lepiej w nas rozwinąć niż za komuny. W celu odnalezienia, a następnie zrozumienia materializmu, poddałem analizie własne życie. Mój zwykły szary dzień okazał się dniem doskonale zorganizowanym. Prawie wszystko realizuję tak, jak zaplanował to mój mózg, mój komputer pokładowy, który zapewnia mi całkowite bezpieczeństwo; tylko niewielki margines działania pozostawiam nieprzewidywalnej głupocie. Jestem pełen otwartości wobec otaczających mnie ludzi.

Byłem pełen tej wewnętrznej pewności siebie dopóki nie spotkałem człowieka chorego na AIDS. Mój komputer zapewniał mnie o nieistnieniu takich ludzi natomiast nieprzewidywalna i odrażająca głupota zmusiła mnie do podania ręki temu człowiekowi. Spowodowało to opadniecie pierwszych łusek z moich oczu. Spostrzegłem wielorakie możliwości budowania materializmu w swoim życiu; związanego z pieniędzmi, nauką i otaczającymi mnie ludźmi.

Materializm związany z pieniędzmi przypomina mi metaforę C. K. Norwida, że świat, w którym króluje pieniądz, przemienia się w Syberię, równie nieprzyjazną człowiekowi i jego wolności jak ta Syberia, na którą car wysyłał na katorgę lub zesłanie polskich patriotów. “Pieniądz, kiedy jest stawiany wyżej niż zasady sprawiedliwości i wyżej niż sam człowiek, przekształca świat w mroźną krainę, w której człowiek jest oddalony od człowieka i w której prawie wszyscy stają się niewolnikami” 1. Kiedyś myślałem o nowym magnetofonie z DOLBY, że to ostatnia rzecz, której mi brakuje. Dzisiaj mam ten magnetofon, brakuje mi natomiast odtwarzacza CD.

Tak trwa bez końca, ciągle czegoś brak Nie mogę się ograniczać starymi sprzętami, muszę dążyć do posiadania tych najnowszych, najwyższej jakości. Nigdy nie będę więc zadowolony z tego co mam. chyba że spróbuję spojrzeć na życie z innej strony. Mam radość przebudzenia ze snu. piękno otaczającej mnie przyrody, naganę rodziców, nerwowe egzaminy i dużo zajęć, które nie pozwalają mi myśleć o tym, czego nie mam. Trzeba umieć rozgraniczyć wykorzystanie pewnych środków finansowych koniecznych do godnego życia od żądzy posiadania. Materializm związany z pieniędzmi jest najłatwiej zauważalny, ale nie jedyny.

Czy nauka pojmowana materialnie może prowadzić do mądrości? Oto zdanie A. Mickiewicza o mądrości człowieka:

Nauką i pieniędzmi drudzy cię zbogacą,
Mądrość musisz sam z siebie własną dobyć pracą.
2

Mogę ograniczyć się do biernego kształcenia, przyjmowania tego co jest mi przekazywane w uproszczonej formie. Ta metoda, zwana systemem 3xZ (zakuć, zdać, zapomnieć), pomogła mi przejść bez większych problemów przez okres nauki w liceum Teraz należałoby to kontynuować. W tym celu jako młody student winienem przyjąć kilka założeń programowych:
1) nic ma możliwości kształcenia się w tej uczelni, u tych profesorów, z tymi studentami;
2) profesor ma zawsze rację,
3) nie wychylać się i nie poszukiwać, bo to niebezpieczne.

Tylko czy jest to droga do mądrości? Życie nieustannie goni (galopuje) naprzód. Jeśli będę się opierał tylko na wiedzy moich pedagogów, to pozbawię się jasnego spojrzenia na współczesny świat.

“Przez wiele lat podstawę fizyki stanowiło prawo grawitacji I. Newtona, jednak spojrzenie na ten problem zostało zmienione przez jednego człowieka w bardzo krótkim czasie. A. Einstein w nowej formule uwzględnia różne drobne efekty, których w prawie Newtona brak, ale prawo Newtona i Einsteina są zgodne co do skutków podstawowych. Owe dodatkowe skutki uwzględnione przez Einsteina posłużyły wyjaśnieniu nieregularności orbity planety Merkurego, których nie można było wyjaśnić za pomocą prawa Newtona”.3

Spójrzmy na muzykę. Dzisiaj pojawia się dużo publikacji dotyczących prawidłowego wykonywania utworów barokowych i klasycznych. Stwierdzenia zawarte w tych publikacjach są często odmienne od uwag naszych wykładowców. Oczywiście jest wiele problemów uniemożliwiających zapoznanie się z tymi opisami. W szczególności nieznajomość języków obcych. Przez trzy lata uczę się jakiegoś języka jako student, aby po ukończeniu tej nauki stwierdzić, że nadal nie jestem w stanie tego języka zrozumieć. Temu wszystkiemu są winne złe warunki nauczania, słaby poziom lektora, dlatego ja mogę być spokojny. Ja sam z siebie nic nie mogę zrobić. Nie potrafię inwestować w swoje umiejętności. Przez wiele godzin ćwiczę program na egzamin niczym “przodownik pracy”, liczę kolejne godziny nie zastanawiając się nad sensem mojej pracy. Wszystko jest piękne, bajecznie kolorowe, dopóki nie spotkam studenta z Niemiec, Francji lub Włoch, próbującego rozmawiać ze mną o współczesnej notacji muzycznej, o kulturze, sztuce, jak i wielu innych dziedzinach współczesnego życia.

Przypomina mi się jedna z lekcji matematyki, na której pokazano mi, że rzeczy niemożliwe są w rzeczywistości możliwe. Byłem przekonany o niemożności obliczenia pierwiastka kwadratowego z -1. Okazało się jednak, że istnieją liczby zespolone, dzięki którym obliczamy, że pierwiastek kwadratowy z liczby wynosi i. (Liczba zespolona to z=a+b*i, gdzie a i b to liczby rzeczywiste. Gdy b=0 to liczba zespolona jest tylko liczbą rzeczywistą z=a).

Nasze życie ciągle odkrywa coś nowego. Z początku jest to dla nas najważniejszą sprawą, lecz już po chwili okazuje się, że to tylko mała cząstka nieskończoności. Czy jako student Akademii Muzycznej potrafię się bawić muzyką, chociaż na chwilę zapomnieć o błędach, o nieczystościach intonacyjnych, cieszyć się tym, że mogę ludziom i sobie sprawiać radość?

Czasem boję się postępowania według planu pięcioletniego pod tytułem “Ja-profesjonalista”. Zgodnie z założeniami nie uznaję żadnych pomyłek u siebie, ani u innych muzyków, w związku z tym nie mogę muzykować w zespołach, bo inni muzycy nie dorastają do mojego poziomu. Nie mogę również cieszyć się moimi osiągnięciami, ponieważ nie były one doskonałe.

Drugą metodą postępowania jest koncepcja nieustannego rozwoju poprzez codzienną pracę. Jej efekty nie są od razu widoczne, pozwalają jednak uwierzyć w sens jakichkolwiek poszukiwań, nawet jeśli “profesor” niczego nie może mnie nauczyć. Studia są na to abym się rozwijał, a nie narzekał, bo to mnie nigdzie nie zaprowadzi. Rozwój na kilku płaszczyznach naukowych jest większym dobrem niż tylko w jednym kierunku. Wiele płaszczyzn to dążenie do nieograniczonej przestrzeni myślowej – mądrości.

Materializm międzyludzki to kolejny dobry sposób na życie. Moje “Ja” zawsze na piedestale wartości. Co mnie może obchodzić uwaga Mickiewicza?

Muzyk zmiesza orkiestrę najlepiej dobraną,
jeśli grając stara się żeby go słyszano.
4

Tak przyjemnie jest być despotą, mieć zawsze rację, głosić piękne teorie, siedząc w klatce z telewizorem. Jest to takie proste. Z powodu różnych zdarzeń, kompleksów, otaczam się dla “własnego bezpieczeństwa” kulą obojętności i staję się wyjałowionym człowiekiem pomstującym na innych. Jest to wspaniałe wyjście z sytuacji wymagających ode mnie kompromisu. Często oceniam drugiego człowieka od razu, bez zbytniego
poznawania, jakie wartości reprezentuje. Wydaje mi się, że mam prawo do dania własnej oceny; jeśli jest pozytywna, to mogę z nim współdziałać. Tak naprawdę najważniejsze jest to, abym podając rękę drugiemu człowiekowi mógł się pozbyć jak najmniejszej liczby przyzwyczajeń i wygód. Na co mi człowiek, który wymaga ode mnie samozaparcia i porzucenia mojego snobizmu. Po co ja mam się angażować, niech mu ktoś inny pomoże, a zresztą, jak sobie sam nie pomoże, to cóż mu po mnie. W ten sposób dokonuję wspaniałej oceny pełnej obiektywizmu i życiowej dojrzałości, bo jestem najlepszy. Tak więc pomoc człowiekowi, który się zagubił na drodze życia nie ma sensu, ponieważ zbyt drogo to kosztuje i jeśli przez tyle lat się nie zmienił, to już na pewno się nie zmieni.

Przez wiele lat w praktyce doskonaliłem tę teorię wspólnie z moją siostrą. Kiedy chciałem z nią porozmawiać, zbywała mnie brakiem czasu. Nie mogłem być gorszy od niej, w związku z tym życie towarzyskie w domu ograniczało się do ćwiczenia rzutu krzesłem, trzaskania drzwiami oraz do doskonalenia metod okazywania pogardy wobec drugiego człowieka. Przez długi czas uważałem, że winna jest siostra, powtarzałem sobie nieustannie: “Dopóki ona się nie zmieni, to ja nic nie mogę zrobić”. Na szczęście nastał taki dzień, kiedy wyrwałem się ze swojego kodeksu zachowań: jedynego i słusznego. Zdałem sobie wówczas sprawę z konieczności rozpoczęcia dialogu od samego siebie. Kiedy zacząłem pokonywać te bariery, zobaczyłem jak wspaniałą mam siostrę i zrozumiałem jak wielki był mój wkład w mur obojętności. Teraz mogę się śmiać z mojej głupoty, zapatrzenia w siebie.

Moim zdaniem przez życie należy iść wytrwale nie pozbywając się ideałów. “Na pustyni nigdy nie będziesz zgubiony, jeśli uwierzysz, że znajdziesz oazę”.5 Starać się być człowiekiem i muzykiem, a nie tylko muzykiem. Aby być człowiekiem “trzeba tylko aż chcieć!” Cenię każdego materialistę – samoograniczonego. który zastanowił się wcześniej nad wyborem tej drogi życia. Ja go rozumiem: życie to jedna wielka ograniczoność. To tylko odcinek pomiędzy datą urodzenia i śmierci; lecz można go podzielić na pól, następnie znowu na pół itd. – tak w nieskończoność. Nie jestem w stanie ogarnąć ilości tych chwil. Porządku ich następstwa pilnuje moim zdaniem nieskończony ideał. Każdy może go nazywać jak chce. Do nas należy wybór: otwartość czy ograniczenie.

Ożłopawszy się wiedzy odnalazłem chwilowy spokój i częściowo zrozumiałem materializm. Mogę teraz bez obaw sięgnąć – na jawie – po materiały pomocnicze w kształceniu młodego oboisty i szukać swojej drogi w życiu (na razie idealistycznej) w oparciu o słowa Adama Mickiewicza:

Młodości ty nad poziomy wylatuj…
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga…6
Wszak żyjem tylko raz…
7

1 Jacek Salij OP, Wiara na co dzień, Poznań 1991, s. 201-203
2 Adam Mickiewicz, Mądrość, (w:) Wiersze, Warszawa 1972, s. 353
3 Alfred N.Whitehead, Nauka i świat współczesny, Warszawa 1988, s. 129-130
4 Adam Mickiewicz, Ja, (w:) Wiersze, Warszawa 1972, s. 352,
5 Phil Bosmans, Być człowiekiem, Warszawa 1990, s. 76,
6 Adam Mickiewicz, Oda do młodości, (w:) Wiersze, Warszawa 1972, s. 27-30,
7 Adam Mickiewicz, Pieśń Filaretów, (w:) Wiersze, Warszawa 1972. s. 30-32.

Jarosław Szczepanek
studencka sesja “Kultura – Wartości – Muzyka”
Akademia Muzyczna w Poznaniu, kwiecień AD 1993

Lepsze Jutro Było Wczoraj?

Kto kala gniazdo własne – ale taki.
Co widzi, ile gniazdo jest skalane,
To mi dopiero łotr, to lada jaki!…
– Taki jest cynik lub niezrozumiały.
Porządek nawet może popsuć wieczny;
Takiego warto by z Tarpejskiej skały
Potrącić… człek to bardzo niebezpieczny(!).

Cyprian Norwid

Przebieg zdarzeń w ostatnich tygodniach pozwala na stwierdzenie – pełne goryczy, smutku i żalu – lepsze jutro dla naszego klubu było wczoraj, niestety! Zmieniło się aż tak wiele… Aby utrwalić te zmiany – ciągle bolesne – Szanowny Pan Rektor powołał komisję (MM, MN i pracownik administracji), której zadaniem będzie dbałość o to aby marża nie przekraczała 25% – produkty gotowe i 30% – produkty przygotowywane w klubie. Na otarcie “twoich łez” Drogi Czytelniku pragnę przypomnieć, że od dawna Szanowna Pani Kierowniczka Klubu i Stołówki nie ponosi żadnych opłat za prąd, gaz, wodę, wynajem pomieszczeń i remonty. Stało się jednak coś znacznie gorszego. Może słowa “Mały zamach stanu” oddadzą chociaż najdrobniejszą cząstkę tego ogromnego kataklizmu. Studenci zapomnieli się i pozwolili sobie na wyrażenie krytycznych uwag o Akademii. Stara dobra maksyma “Student dla Akademii, a nie Akademia dla studenta” zaczęła drżeć z przerażenia obawiając się rychłego upadku. Na razie jednak “radosna” twórczość członków naszej społeczności akademickiej nie pozwala na choćby chwilowe rozleniwienie. Przebojem ostatnich tygodni jest bez wątpienia ogromny zaszczyt jaki spotkał naszą uczelnię. Otóż zdaniem niektórych wykładowców przez kilka dni studentem naszej Akademii był niejaki Umberto Eco. On, ten niepozorny wydawać by się mogło Włoch.

Aby położyć kres tym pomówieniom, na które sam Umberto nie mógłby ze względu na dosyć znaczną odległość odpowiedzieć, chciałbym przedstawić krótką informację o nim. “Jest on autorem światowego bestsellera “Imię róży” (1987). Jest nie tylko uczonym profesorem i genialnym powieściopisarzem. Jest również mieszkańcem cywilizacji: konsumentem kultury masowej, petentem w urzędach, pasażerem w pociągach i gościem w hotelach. “Zapiski na pudełku od zapałek” to wybór felietonów pisanych przez niego w latach 80. i 90. w mediolańskim “L’Espresso”, to błyskotliwe i pełne finezyjnego dowcipu vademecum współczesnego człowieka! “Jak urządzić bibliotekę publiczną” został tamże zamieszczony w 1981 roku (sic!)” [patrz komentarz do wydania polskiego]. Skoro już wiemy kim jest Umberto Eco można przejść do dalszych ciekawostek.

Zwracając się z apelem o głośne mówienie o problemach naszej społeczności, nie spodziewałem się aż tak szerokiego odzewu. Było przynajmniej kilka osób, które wypowiadały gorące słowa (o gazecie) za zamkniętymi drzwiami gabinetów. Chwała im za tą ogromną odwagę stawiania retorycznego pytania “Kto to napisał?!!!”, nie mogło przecież? brzmieć “Kto to powiedział?”.

Były także bardzo konkretne uwagi, dotyczące nieścisłości popełnionych przeze mnie w poprzednim artykule. Szanowny Pan P. zwrócił mi uwagę na pominięcie “wielkiej” zmiany jaka została wprowadzona na zajęciach zespołów instrumentalnych IV wydziału. Od października każdy student V roku ma dwie próby w całym roku akademickim (ok. 30 min. jedna) z zespołem instrumentalnym, oczywiście nie wokalno-instrumentalnym. Ma to w zupełności wystarczyć do osiągnięcia dojrzałości i obycia scenicznego.

Najdziwniejszym jednak w tej całej radosnej twórczości jest dla mnie brak jakiegokolwiek oficjalnego odzewu na bardzo ostre zarzuty postawione przeze mnie w “Spokojnie to tylko awaria”.

Przekonało mnie to ponownie o słuszności mojego krytycznego poglądu i konieczności możliwie najszybszych zmian w programach nauczania. Należy jasno sprecyzować specjalizacje: muzyka orkiestrowego, kameralisty, solisty, dyrygenta chóralnego, nauczyciela wychowania muzycznego itd.

Cytując jeszcze raz Cypriana Norwida chciałbym wyrazić swoją tęsknotę do normalności:

Do tych, co mają tak za tak
– nie za nie – Bez światłocienia…
Tęskno mi, Panie…

Ciekawostka “tyle mówi się o krytykanctwie młodych, a jakoś zupełnie zaprzestano mówić o lizusostwie, wazelinowaniu, cwaniactwie, lenistwie i braku chęci do wprowadzania zmian.

Jako gniewny młody postrzegam lepsze jutro jako nadzieję nowego dnia, do którego należy się przygotować aby nie zaskoczył nas i nie stał się dniem wczorajszym. Może to staroświeckie ale z pewnością jutro wzejdzie Słońce. Pozostaje tylko na zakończenie zadedykować wszystkim poniższe słowa:

Z ogromnej sali wyniesiono śmiecie
I kurz otarto z krzeseł – weszli męże
I siedli z szmerem, jak w pochwy oręże.
I ogłosili… cóż? … że są w komplecie!!
– I siedzą… siedzą…, aż tam gdzieś na świecie
Wariat wynajdzie parę, a artysta
Podrzędny – promień słoneczny utrwali,
A nieuczony jakiś tam dentysta
Od wszech boleści człowieka ocali…
A Akademie milczą… lecz w komplecie.

Cyprian Norwid

Jarosław Szczepanek
dla ” Mówmy w C-dur “ AD 1995 nr 2

Spokojnie to tylko awaria

…żyjemy w wieku, w którym każdy zarzut staje się obrazą osobistą,
dlatego, że ludzie się adorują jak bogi albo nienawidzą jak diabły,
ale nikt nie ma odwagi kochać.
Cyprian Norwid

Od kilku lat mam zaszczyt bycia studentem naszej Akademii, co więcej mogę obserwować “ogromne” zmiany dokonujące się w niej z dnia na dzień. Skłoniło mnie to – pomimo wrodzonej nieśmiałości – do podzielenia się z Tobą drogi czytelniku garścią moich spostrzeżeń.

l

Żyjemy w ciekawych doprawdy – czasach, pełnych burzliwych przemian, braku etyki zawodowej i specyficznego pojmowania wolności. Bardzo często, aby tylko nie mieć żadnych problemów, rezygnujemy z prawa do wyrażania własnego zdania i postępujemy zgodnie z poniższymi słowami:

W końcu… rzecz polega na tym,
żeby nie być wolnym i słuchać
w skrusze większego łajdaka od siebie.

Albert Camus “Upadek

Co więcej przyzwyczailiśmy się do chamstwa, brudu, szarości życia i kompletnego braku optymizmu. W związku z tym nasuwa się pytanie:
Quo Vadis, Academia?” Bardzo ważne bo określające przyszłość naszej uczelni. Nie moją ani pojedynczych osób, ale przede wszystkim całej społeczności akademickiej.

Dzięki determinacji J.M.Rektora powstaje – niepodważalne osiągnięcie – nowy budynek Akademii. Tyle, że sam budynek niczego nie zmieni. Program studiów jest przestarzały i nie przystaje do europejskich wzorców. Jest to fakt – niestety niezauważany przez znaczną część naszej kadry pedagogicznej. Senat naszej uczelni żyje w błogim stanie nieświadomości.

2

W przeciwieństwie do innych uczelni nasza Akademia nie kształci muzyków orkiestrowych ale wyłącznie solistów

Studia orkiestrowe… o ile się odbywają są epizodycznym przedmiocikiem. Do dnia dzisiejszego nie zostały opracowane programy dla poszczególnych instrumentów. Nie ma także koncepcji prowadzenia tych zajęć. (Bardzo optymistycznie nastraja mnie decyzja rady wydziału o uregulowaniu tych spraw do końca bieżącego roku akademickiego).

Zespoły kameralne nie są budowane perspektywicznie, ale tylko po to aby liczba X studentów zaliczyła Y semestrów. Jest to swoiste “pospolite ruszenie” niezdolne poza – na całe szczęście nielicznymi wyjątkami – do systematycznej pracy. Praktycznie me ma dobrego kwartetu smyczkowego, kwintetu dętego, tria stroikowego – o zespołach blaszanych nie wspomnę.

W związku z tym orkiestra reprezentuje poziom będący pochodną pracy na tych zajęciach. Pozwolę sobie pominąć milczeniem problematykę przedmiotów głównych.

Wokaliści mają podobne kłopoty – trudno im uwierzyć, że po skończeniu studiów, większość z nich będzie śpiewała w chórach.

Jednak prymat wszelkich cudownych zjawisk należy się bez wątpienia wydziałowi IV, a w szczególności chóralistyce. Dlaczego studentom stwarza się możliwość dyrygowania zespołem wokalno-mstrumentalnym dopiero na dyplomie, wymagając dojrzałości i obycia scenicznego? Od czego są zespoły instrumentalne IV wydziału? Jakie są przyczyny tego, iż większość studentów tego kierunku ma problemy w dyrygowaniu chórem?

3

Znaczna część winy za istniejący stan rzeczy leży po stronie studentów. Narzekamy na naszych wykładowców, nie zależy nam jednak na zmianie tej sytuacji. Nie stanowimy zgranej społeczności, co najwyżej małe grupki walczące o własne interesy (przede wszystkim finansowe) Zamiast dopingować się do lepszej gry, dołujemy się prostackimi złośliwościami. Żenująca jest dla mnie niechęć – tak wielu studentów – do korzystania z prawa do wyrażania własnego zdania (konstruktywnego).

Czy zastanowiliście się kiedyś Drodzy Studenci co oznacza słowo Akademia?
Komu ona ma służyć?

Dlaczego tak łatwo jest was przekonać, że granie – gratis (czytaj dla samej muzyki) – nie ma sensu.

4

Łatwo jest krytykować, znacznie trudniej budować – mam tego świadomość – dlatego z taką pewną nieśmiałością sięgam znowu po pióro…

  • Znacznie pomogłoby wprowadzenie konkursów dla studentów. Powinny się one odbywać raz do roku. Oceniającymi winni być pedagodzy i studenci. Wspaniałym przykładem jest zeszłoroczny konkurs kolęd skomponowanych przez młodych kompozytorów.
  • Równie ciekawe byłyby otwarte zajęcia prowadzone przez pedagogów każdej z katedr. Umożliwiłoby to lepsze poznanie wybitnych i nowatorskich metod pracy wielu z wykładowców.
  • Niewątpliwie konieczna byłaby także zmiana podejścia do pracy w Akademii zarówno ze strony pedagogów jak i studentów.

Cechą młodości jest szczerość (w szczególności jeżeli za coś trzeba płacić, nawet symboliczną złotówkę). Dlatego studenci będą coraz odważniej mówić o swoich obawach dotyczących kompetencji niektórych niedokształconych pedagogów Można nam tego zabronić, ale jest coś silniejszego od zakazu . Prawda… W odróżnieniu od racji jest niezmienna i trudna do zagłuszenia.

Konkludując:
Co my wiemy, to tylko kropelka
czego nie wiemy, to cały ocean.

Izaak Newton

Albo społeczność akademicka zacznie zajmować się organizowaniem koncertów, audycji i sesji naukowych albo w krótkim czasie staniemy się Akademią bez muzyki. Za taką uważam uczelnię, w której jest zaledwie jeden lub dwa dobre zespoły kameralne, słaba orkiestra i równie słaby chór (pomimo lepszego niż normalnie występu tych zespołów na ostatnim kocercie naszej uczelni) Ponadto obawiam się, ze dalej będziemy słynąć w Polsce tylko z kilku skrzypków, wiolonczelisty i lutników.

Zwracam się z gorącym apelem do pedagogów i studentów aby mieli odwagę do głośnego mówienia o problemach naszej Akademii, a nie jak ma to miejsce obecnie “Sotto Voce1

Wszystkim osobom, które przejęły się tym artykułem, przypominam – zgodnie z tytułem – spokojnie to tylko awaria mojego sposobu myślenia?

PS
Być może ciąg dalszy nastąpi pod tytułem “Czy leci i nami pilot?”

1 (wł. szeptem, cichutko)

Jarosław Szczepanek
dla ” Mówmy w C-dur “ AD 1995 nr 1

Brud, Smród, Nędza i Ubóstwo!

Zachodzili raz w głowę Artyści.
Jakie płyną ze Sztuki korzyści
I czy oddać się warto twórczości.
Poświęcając jej lata młodości?
Wreszcie wniosek wysnuli takowy.
Że nie warto zaprzątać tym głowy.
Lecz Kulturę umieścić ukradkiem
Miedzy prawym a lewym pośladkiem.
Adam Asnyk1

Gdybym nigdy nie wychodził z murów naszej Akademii, prawdopodobnie tkwiłbym w przekonaniu, że jest to prawdziwy Raj na ziemi. Czegóż tutaj nie można spotkać, co więcej: zobaczyć dzięki pomysłowości braci studenckiej i grona pedagogów. Odsłona l
Oto znajdujemy się w Auli. Widok doprawdy prosto s raju. Wielkie pole bitwy, która toczyła się na zajęciach orkiestry. Dzięki pozostałościom w postaci kubków, petów, puszek, ogryzków itp. można dokładnie odtworzyć, jakie miejsca zajmowały w tej batalii poszczególne wybitne osobistości walecznego grona chamów. W trakcie walki uczestnicy tych bitew opadają zawsze do tego stopnia z sił, że niewładni swych rąk, nóg i władz umysłowych pozostawiają ten krajobraz ku chwale przyszłych pokoleń. Swoisty pomnik pod hasłem “SYF -bohater naszych czasów“.

Odsłona 2
Przenieśmy się teraz w zacisze korytarza prowadzącego do salonu uciech żołądkowych. W centrum znajdują się trzy proste ławki – miejsce spotkań naszych wybitnych intelektualistów. Ci wielcy ludzie ustawicznie dbają o dokładne oznakowanie swojego rewiru. Służą im do tego, a jakże, zużyte środki pierwszej potrzeby, m.in. pety, kubki, papiery itp. Przeciwnicy zarzucają intelektualistom odrzucenie koszykówki (basket ball) na rzecz nowej “zabawy” tzw. around2 basket ball. Cóż, nie dziwmy się tym, co prowadzą uczone rozmowy.

Trudno jest wkroczyć w zaklęty krąg tych elit Trzeba spełnić kilka warunków:
1) mieć klucz do jakiejś klasy,
2) odsiedzieć z wyżej wymienionym kluczem l do 2 godzin dziennie,
3) opieprzyć sprzątaczkę, że nie sprząta, gdy rzuca się ogryzek na ziemię.

Takie to chłopki i dziewczęta roztropki, którym zdaje się, że mądre dysputy prowadzą, gdy tymczasem brak oleum w głowie mają. Jedynie syf, chamstwo, grubiaństwo i sobiepaństwo są na topie.

Odsłona 3
Salon uciech żołądkowych. Rozanielone twarze studentów i pedagogów rozprawiających o kulturze, etyce i sztuce. Ach co za blask mądrości. Naraz wstali i wyszli bez słowa…

Można odgadnąć kto, gdzie i z kim siedział. Teraz stół suto zastawiony mamy, nic to, że samymi odpadkami. Oni rozmawiali przecież o kulturze, a tej ich zdaniem nic nie odzwierciedla w naturze.

Oto wracają po długiej nieobecności i drą się wkoło już od proga, co to za świnia pozostawiła brud, smród, nędzę i ubóstwo – przy tym stole.

I cóż im odpowiedzieć na te słowa. … To ty, matole, pozostawiłeś takim ten stół przed godziną!!!

Odsłona 4
Do palaczy bieżym. Dla nich powstały słynne puchary, które na pół-piętrach wydzielają “słodkie” opary. Słychać przemowy wielu pedagogów, teraz nie będzie już brudu w klasach, stop burdelowi, niech żyje czystość, porządek i praca.
Patrząc jednak obiektywnie palenie w klasach i gabinetach kwitnie nagminnie (wszak przykład idzie z góry).

Odsłona 5
Sale pełne są dalszych niespodzianek. Oto zasłona, co służy do wycierania butów. Pewne sale służą za pokoje do wynajęcia na kilka chwil radosnej zabawy we dwoje. Dzięki temu zawsze można znaleźć przedmioty gumowe, strzykawki i butelki na napoje.

Zasłona
Rajem utraconym wszystko to się stało gdy z dniem wiosennym wiele kątów słońce pierwszy raz ujrzało. Sprzątaczek wiele lecz świat pogrążon w popiele. Pozostaje pójść na trawkę (sic!) niczym Adam z Ewą bo to ekologiczne a poza tym liryczne.

Słowo po muzyce
Być może byłeś Chamie w Europie Zachodniej,
zachwycałeś się czystością i pięknem jej miast,
lecz nie zastanowiłeś się dlaczego u nas tak cuchnie,
dlaczego taki syf otacza nas.
Ach… przecież w twoim mieszkaniu będzie cudnie.
W końcu studia trwają tylko kilka lat,
podczas których należy nieźle zagnoić świat…
A może jednak mimo wszystko w Polsce może być schludniej.
Może Basket Ball’u (już) nadszedł czas.

PS.
Z ostatniej chwili.
Najnowszą odmianą basket ball’u jest
around lavatory pan3 ball

1 Kfiatek
2 wokół
3 muszla klozetowa

Don Kichot
dla “Mówmy w C-dur “ AD 1995 nr 2