“Bo nasze czasy są straszne, bez nadziei i bez wiary…”

Bo nasze czasy są straszne, bez nadziei i bez wiary…

Zdanie powtarzane w każdej epoce, zdanie absurdalne… Zdanie stające się przebojem współczesnych mediów. Zdanie podpierane aborcją i eutanazją. Współczesny człowiek, jest co najwyżej zalękniony wypłynięciem na głębię. Boi się usłyszeć słowa Jana Pawła II “Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!

Przed przyjściem, Tego co obok Dobrego Łotra zawisł na drzewie krzyża, była nadzieja i wiara w przyjście nowego Adama… Gdy przyszedł, była Światłość co w ciemności rozświetliła mrok… Gdy odszedł do Ojca, przysłał Pocieszyciela, narodził się widzialnie Kościół, wiara i nadzieja w powtórne Jego przyjście…

Jak mógłbym mówić: “Bo nasze czasy są straszne bez nadziei i wiary…“, przecież ja je współtworzę, wokół są wspaniali ludzie o głębokiej duchowości – choć chwilami schowanej pod korcem. Gdyby to wszystko było jednak za mało, to i tak jest to bez znaczenia. Jest jedno zdanie, które jest silniejsze od beznadziei, braku wiary i wszelkiego zwątpienia! “Chrystus prawdziwie Zmartwychwstał! Alleluja!

Ale czy ja potrafię ukazać światu: wiarę, nadzieję i miłość, czy tylko Pychę rzekomej świadomości prawdziwej Drogi? Nikt nie dał mi prawa do wybierania Drogi za drugiego człowieka.

Gdybym chociaż potrafił swoją Drogę codziennie odnajdywać, a nie zbaczać z niej. Od ciągłych odejść na boki i uderzeń w przydrożne drzewa, spora część mych włosów, opuściła już me czoło…

Tajemnica…

Gdy nauczył kilku słów do Ojca, odszedł w cień… po jakimś czasie wyłonił się z mroku ukazując swoją twarz… nikt Go nie poznał… wszyscy zapamiętali zgarbionego pod ciężarem młodzieńca… nikt nie rozpoznał jaśniejącego światłością młodzieńca…

Tajemnica…

Noc

A noc ma w sobie niesamowitą jasność, odblask księżyca… odbicie tego co z drugiej strony, tej ciemnej księżycowej strony…

Być sługą

Byłem wczoraj wieczorem na spotkaniu z przyjaciółmi. Bardzo miłe spotkanie. Wróciłem do domu i jeszcze chwilkę czytałem…

Obudziłem się około 5:00 z takimi dziwnymi myślami. Usłyszałem jak Papież Jan Paweł II żartuje mówiąc: “Ja bym do Polski wrócił, ale Pan Jezus i Matka Boża nie pozwolą”. Po chwili zdałem sobie sprawę, że ten święty człowiek, śpi tylko kilka godzin na dobę, a teraz z pewnością już się przebudził, aby modlić się za cały świat i mnie jarka. Jak mobilizująca jest świadomość modlitwy, Jana Pawła II za mnie… I tak dalej kontemplowałem: czy świat modli się za Papieża?, czy JA modlę się za Ojca Świętego?, a może tylko czekam, aż on mi wszystko wyprosi???

Być sługą, pełnym radości i humoru, nawet gdy wszyscy wokół mówią, że jest źle, beznadziejnie, to jest wzorzec człowieka wierzącego od Papieża, który mi dzisiaj rano przyszedł z przebudzeniem.