Zawiało mnie wczoraj wieczornym porywem wiatru, do kościoła św.Michała. Wspaniałe kazanie o kiczu w sztuce i niebezpieczeństwie kiczu w duchowości.
Potem uczestniczyłem w Pasji teAtru.
Przedstawienie kameralne, przepełnione subtelną muzyką. Było tam kilka chwil pobudzających do refleksji inaczej = czyli myślenia. Ot kobieta odpowiedziała jako apostoł (sic!) “ja byłem”. Po drugie zgodnie z tradycją, dzisiaj już nieaktualną Maria Magdalena była jawnogrzesznicą! Była mowa o kanibalizmie i spijaniu krwi…
W największe zdziwienie wprawiło mnie jednak pojawienie się w warstwie słownej Psunabudes’a, zdawać by się mogło zapomnianego już dzisiaj bohatera Sądu Ozyrysa Henryka Sienkiewicza!
Na koniec aktorzy wyklaskali się sami w rytmie semickim. I w tej chwili chciałem napełnić się ciszą Radości Zmartwychwstania…
Niestety publiczność zniszczyła nastrój. Zaklaskała ciszę i tą niesamowitą nadzieję płynącą z Pasji.
Idź, zobacz, dotknij i zacznij WIERZYĆ! Chrystus prawdziwie Zmartwychwstał, ALLELUJA!
Bądźmy szczerzy
Bądźmy szczerzy. Co to za rodzina, ta Święta Rodzina? Małżeństwo bez seksu, Dziecko, z którym nie ma kłopotów, bezgrzeszna Mama, tato-nie-tato, ciągle w cieniu, może pantoflarz? Taka nierealna… Ale co to za rodzina, ta nasza? Niby jest seks, więzy krwi, a jak odlegli jesteśmy czasem jedni od drugich? Tak bardzo się nawzajem raniący. Ilu z nas przeżywa frustrację w związku, który miał spełnić najskrytsze marzenia. Największe zranienia to te, które nam zadano właśnie w rodzinie. To, co tworzy rodzinę, to nie zewnętrzność ani seks. To przecież tak kruche, tak często banalnieje… To miłość uzdalnia seks do bycia tym, czym jest, a nie odwrotnie. Co tworzy rodzinę? Odpowiada św. Paweł: “Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość…”.
Egoizm w parach
[…] Cały układ odniesienia między chłopcem a dziewczyną został zseksualizowany. Młodzi inaczej nie umieją kontaktować się ze sobą; brakuje koleżeństwa, przyjaźni, a chodzą wyłącznie parami. Dzisiaj grupa młodzieży – to kilka par, które wzajemnie obarczają się doznaniami seksualnymi (necking, petting itp.). […]
[…] “Chodzenie parami”, które jest zrozumiałym zachowaniem ludzi, mających zamiar zawrzeć małżeństwo. Przeniesione na całą młodzież staje się zachowaniem społecznym i ma negatywny wpływ na rozwój jednostek, nie pozwala bowiem na swobodną wymianę myśli, nie ubogaca, ale przeciwnie, zawęża możliwości, nie mówiąc o tym, że pozbawia młodych prawidłowego kontaktu z innymi ludźmi i cały środowiskiem. I często wytwarza reakcje frustracyjne. W środowisku młodzieży zdarza się, że pojedyncze jednostki, częściej dziewczęta, które “nie mają pary”, przeżywają żal; na młodzieżową zabawę mogą pójść tylko te, które mają partnera, a jeżeli dziewczyna nie ma chłopca, to na pewno nie będzie się bawić, bo nikt się nią nie zainteresuje. Para zajęta sobą utwierdza się w egoizmie i nie zwraca uwagi na otoczenie. […]
Akceptacja i dialog?
[…] Akceptacja “roli lalki” nie jest akceptacją, która by mogła przetrwać, dlatego po świecie chodzi mnóstwo porzuconych dziewcząt, o których mówią chłopcy: “moja była dziewczyna”. “Moja” – bowiem mężczyzna bardzo łatwo wchodzi w rolę posiadacza, a młoda kobieta zgadza się na tę rolę. Pragnie zresztą oprócz akceptacji także dialogu, kontaktu […]
[…] Młodzi dziś mówią “chodzimy na poważnie” (going steady), to znaczy mamy zamiar się kiedyś złączyć na zawsze; przynajmniej tak myśli dziewczyna i zaczyna współżycie przedmałżeńskie, i wówczas najczęściej taki układ się nie stabilizuje – bo, jak wiadomo, chłopiec nie dąży jeszcze wcale do stabilizacji i tej dziewczynie wyznaczył dopiero rolę “lalki”, jeszcze nie żony. Na żonę poszuka później innej i będzie może chciał, żeby była całkiem inna (chłopcy wciąż robią to rozróżnienie: dziewczyna do zabawy na dziś, a do żeniaczki na jutro – to inna, której jeszcze nie poszukałem). Dziewczyna na ogół jest nieświadoma swojej potencjalnej siły macierzyństwa – bywa, że jest także nieprawdopodobnie nieświadoma mechanizmów biologicznych, jakie w niej zachodzą, nie rozumie nic ze swojej jakże wspaniałej płodności.[…]
Podniecenie seksualne mężczyzny
[…] Odmienność reakcji chłopca i dziewczyny powoduje zaskoczenie. Dziewczyna nie rozumie i nie uwzględnia reakcji chłopca i sama utrudnia mu opanowanie – nawet jeśli chłopak chciał się opanować, taka sytuacja może okazać się dla niego za trudna. Dziewczyna współczesna nie przyjmuje wzorca zachowania, które miałoby być skromne i wstydliwe – wstydliwość została zakwalifikowana jako przestarzała i dziewczęta nie starają się jej zachowywać. Zresztą w tym wyścigu, żeby zdobyć akceptujące spojrzenie męskie, skromność niejako “nie opłaca się”, przeciwnie, potrzebna jest pewna prowokacja: dziewczyna sterując zachowaniem chłopca ma swoją satysfakcję i z kolei to ona podbudowuje nieprawidłową wizję męskości u chłopca, gdyż oczekuje od niego zachowania seksualnego. Jeżeli chłopiec nie reaguje, to jej się wydaje, że w takim razie ona jest za mało ładna i za mało mu się podoba. Podniecenie seksualne mężczyzny młoda kobieta jest gotowa uznać za swój własny sukces i za potwierdzenie swojej kobiecości. W takim układzie młoda kobieta świadomie i podświadomie robi wszystko, co potrafi, żeby zainteresować sobą chłopca i żeby go podniecić. Dopiero w pełni dojrzała kobieta rozumie, że ten łatwy sukces jest właściwie klęską. Tylko kobieta, która sama rozumie swoją prawdziwą wartość, potrafi ją pokazać mężczyźnie – natomiast dziewczyna jest jeszcze niepewna swojej własnej wartości, dopiero szuka jej potwierdzenia. […]