Od Bacha do Bacha czyli Liszta. Tak zapowiada się dzisiejszy wieczór festiwalowy. Najpierw Preludium i fuga a-moll, czyli nie “Był sobie człowiek” (animowany serial francuski) bo ten był w d-moll. Potem bachowska brawura na dwie ręce i dwie nogi czyli sonata triowa. Co niektórzy grają jako sonatę na instrument solowy i klawesyn (bądź organy) – doprawdy nie wiem, czy to ze względu na brak odpowiedniej ilości rąk, czy nóg. Tutaj wejdzie Pan Felix Mendelssohn-Bartholdy, a w zasadzie jego Sonata B-dur. To jest ten Pan dzięki, któremu wiemy, że Jan Sebastian Bach, kompozytorem wielkim był. Teraz Robert Schumann popieści formą kanoniczną w dwujnasób. A kiedy przypraw zda się już brakować, na scenę wejdzie Bach. Lecz nie sam w swej osobie, lecz w postaci Liszta. Kantacić wariacyjnie będzie mówiąc wszem i wobec Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen.
No to Pa, idę koncercić słuchowo 🙂
Daily Archives: May 5, 2002
Nie ma drugiej strony – Tradycja!
Nie ma drugiej strony – Tradycja!
Chociaż może już czas odkryc druga stronę, nieprawdaż?