Marność

Tak, życie jest

marnością nad marnościami, wszystko jest marnością

(Koh 1,2) jeżeli chcemy o wszystkim decydować… Gdy jednak jesteśmy świadomi swoich ograniczeń i ułomności, wtedy zaczyna się radość życia.

Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej, a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej. I chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga; lecz wiedz, że z tego wszystkiego będzie cię sądził Bóg! Więc usuń przygnębienie ze swego serca i oddal ból od twego ciała, bo młodość jak zorza poranna szybko przemija.

Tak sobie myślę, że ten kto ma odwagę cieszyć się i radować, pozostaje młodzieńcem na zawsze, nieprawdaż Tomku 🙂 Smutek jest tą marnością, albowiem w nadziei jesteśmy już Zbawieni!

Najwyższy kunszt artystyczny

Najwyższy kunszt artystyczny, polega na umiejętności oceny momentu, w którym należy zejść ze sceny. Każda publiczność ma swój własny rytm odczuwania, podobnie jak każda sala koncertowa ma swoją akustykę.

Prawdziwy artysta nie zejdzie ze sceny za wcześnie, ponieważ mógłby przerwać tą delikatną ciszę, w której słuchacze jeszcze trwają w muzyce, choć jej już nie ma. Zarazem nie zejdzie ze sceny za późno, ponieważ wie, iż samouwielbienie nie wymusi dodatkowych oklasków. Co więcej przedłużając tę chwilę, mógłby zejść w momencie, gdy publiczność będzie już opuszczać swoje miejsca.

Ciekawe jak to jest w życiu, czy także tutaj obowiązują podobne zasady… Kiedy człowiek powinien zejść ze sceny i pójść za kulisy, tak aby z jednej strony publiczność odczuwała głód muzyki, a zarazem nie była nią znudzona?

Ja nie wiem, a Ty? Może mi doradzisz… Coraz mocniej odczuwam, chęć do zejścia ze sceny i spokojnego życia za kulisami 🙂

Tylko czy życie za kulisami, bez dzielenia się sztuką i muzyką, jest w ogóle życiem dla artysty?

Bóg mnie kocha

Łapię się często na tym, że bardzo mocno potrzebuję wewnętrznie potwierdzenia, że choć jedna osoba mnie kocha, miłuje. Z jednej strony jest wiara Bóg mnie kocha ale to jest wiara, a ja jestem człowiekiem i potrzebuję takiego zwykłego namacalnego odczucia miłości – rzekłbym dotknięcia. Dotknięcia w jego misterium prostego dotyku, gdy ktoś kładzie rękę na ramieniu albo podaje dłoń na powitanie.

Dzisiaj odczułem bardzo mocne dotknięcie, gdy zdałem sobie sprawę, że Papież mnie kocha, każdego kocha i mnie też… Kiedy podczas środowej audiencji, z bolesnym cierpieniem wypowiadał słowa… i przerywał czując ból – z tego bólu, aż szepnął po polsku “Jezus Maryja”… – i kontynuował. Papież tchnął prawdziwą miłością

umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował

(J 13, 1).

Wiara potrzebuje zwykłego, życiowego dotknięcia miłości drugiego człowieka, inaczej wiara – zda się – pozostaje wyobrażeniem o wierze, a nie wiarą. Bo jakże nie kochając kogoś widocznego obok, można kochać niewidocznego Boga?

Dopiero po tym dotknięciu miłości mężczyzny do kobiety, kobiety do mężczyzny, człowieka do człowieka, można szczerze śpiewać:

Dotknął mnie dziś Pan,
i radość ogromną w sercu mam.
Z tej radości chcę
śpiewać i klaskać w dłonie swe
więc wszyscy razem chwalmy Go
za to że trzyma nas ręką swą.

Bóg kocha nas, trzymając nas realnie dotykiem i ręką człowieka. Jednak dotyk jest relacją dwustronną, rodzącą pytanie, czy i ja potrafię dzielić się dotykiem, a może tylko czekam na dotknięcie?

Bardzo trudne pytanie… Może powinienem zacząć od modlitwy za Jana Pawła II-go na Różańcu św., aby poprzez jego paciorki dotknąć i przynieść ulgę, bolesnemu cierpieniu Papieża i Chrystusa… i równocześnie dzielić się dotykiem z tymi co wokół, ale czy to nie będzie molestowanie?

Uciekaj zaś przed młodzieńczymi pożądaniami

Uciekaj zaś przed młodzieńczymi pożądaniami, a zabiegaj o sprawiedliwość, wiarę, miłość, pokój – wraz z tymi, którzy wzywają Pana czystym sercem. Unikaj natomiast głupich i niedouczonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. A sługa Pana nie powinien się wdawać w kłótnie, ale [ma] być łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, zrównoważonym. Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy i może oprzytomnieją i wyrwą się z sideł diabła, żywcem schwytani przez niego, zdani na wolę tamtego.

Bili bezbronną dziewczynę

Gdy podążałem na upragnione przedstawienie Apokalipsy Teatru A, około 19:30 zostałem zaskoczony wydarzeniami na skraju placu Krakowskiego. Od połowy placu słyszałem okrutne piski i jęki kobiece, ale myślałem, że to zabawa młodych. Jednak to co zobaczyłem pod kioskiem z kwiatami na rogu ulic Wrocławskiej i Akademickiej zdumiało mnie niesamowicie.

Otóż pod ścianą tej kwiaciarni od strony skrzyżowania, w pełnym świetle jupiterów, około 10-ciu nastolatków przede wszystkim dziewczęta okładało stuloną pod ścianą dziewczynę około 13-15 lat. Dziewczynę co chwilę, któraś z rówieśnic uderzała, a to z kolana w twarz, a to kopiąc nogami po ciele, równocześnie uderzając pięściami po twarzy i gdzie popadnie.

Ludzie spokojnie przechodzili zupełnie nie reagując, podobnie osoby oczekujące na autobus na dwóch pobliskich przystankach utraciły na ten czas wzrok i słuch. Również kierowcy spokojnie przejeżdżali widząc jak na dłoni tę sytuację. TOTALNA ZNIECZULICA!!! Gdzie się podziała zwykła i prosta odwaga cywilna?

Potrzeba było tak niewiele, wystarczyło podejść, powiedzieć “Przestańcie, czy nie możecie porozmawiać” i wziąć tą dziewczynę za rękę, a już gromadka bijących uciekła w nocy cień. Tylko tyle zrobiłem i pomogło. Gdyby to okładanie trwało jeszcze chwilę, to ta dziewczyna skończyłaby z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi i głowy.

Grupka koleżanek zastosowała wobec tej dziewczyny – sprawiającej wrażenie bardzo dobrze wychowanej (mimo zdenerwowania i bólu, jej pierwsze słowa były bardzo dojrzałe “Dziękuję Panu” powtórzone potem jeszcze raz na pożegnanie) – najgorszy sposób tłumaczenia racji, przemoc fizyczną. Dlaczego młodzież nie rozmawia tylko od razu chce się pozabijać, a dorośli (niedorośli chyba tak na prawdę) przechodzą obok i patrzą na igrzyska, bo po co się narażać dla obrony życia nieznajomego człowieka…

Gdzie się podziała zwykła prosta odwaga cywilna? Nie bójmy się podchodzić i przerywać takie samosądy młodocianych, a jak już strach paraliżuję to przynajmniej skorzystajmy z komórki i zadzwońmy po policję. Błagam, nie przechodź obojętnie obok bitych osób, one czekają na Twoją pomoc!!!

PS
Taka smutna myśl mi się kołacze po głowie, zło zaczyna się od nieakceptowania odmienności człowieka, a kończy się na biciu i mordowaniu by zagłuszyć krzyk własnego sumienia…